6 października 2012

sojowe eksperymenty: kotleciki

Znalazłam w spiżarni w słoiku soję, która leżała tam chyba od roku.
Najpierw chciałam zrobić mleko sojowe, ale pomyślałam że nie wiadomo w jakiej kondycji jest ta soja, czy nie jest zjełczała albo coś tego typu.. namoczyłam ją więc i ugotowałam do baaardzo miękkiego stanu ;P

W sumie dość dawno nie jadłam kotlecików ze strączków, więc zrobiłam :D

kotleciki z soi
wegańskie.
(16 sztuk - 4 porcje)

- ok 2-3 szklanki ugotowanej soi
- ok 1/3 szklanki mąki gryczanej
- ok 0,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej z quinoa (resztka po wczorajszym obiedzie.)
- przyprawy: duuużo słodkiej czerwonej papryki, suszona zielona papryka, ostra papryka w proszku, sos sojowy, ocet jabłkowy, czosnek niedźwiedzi

Soję zblendowałam, wymieszałam z resztą składników. Masa wyszła dość zwarta, ale wsadziłam ją do lodówki na pół godziny.
Po tym czasie wyjęłam, za pomocą łyżki wykładałam na blachę z papierem do pieczenia.
Piekłam ok. 30 minut w 180 stopniach z termoobiegiem + grzanie góra-dół

Jadłam je z ugotowanymi burakami (podłużne buraki, gotowałam je 15 minut tak żeby zostały dalej chrupiące ale już nie surowe - wtedy są najsłodsze!) i z megaultraszybkim nibyleczo ;D

megaultraszybkie nibyleczo
(1 porcja, 5 minut)

- 1 dość mała cukinia
- 1 średni pomidor
- 1 mała cebula
- spora garść rukoli
- sos sojowy, chilli w proszku, oregano, rozmaryn, świeża bazylia, odrobinka kurkumy i curry
- łyżeczka szlachetnego, nierafinowanego oleju rzepakowego

Cebulę podsmażyłam na oleju rzepakowym, dodałam pomidora i cukinię oraz przyprawy, dusiłam na dość dużym ogniu aż nadmiar płynów odparował, a cukinia była jeszcze al dente. Zdjęłam z ognia, dodałam rukolę, wymieszałam aż zwiędła.



Polecam <3

Dzisiaj pierwszy raz ćwiczyłam do Killera Ewki Chodakowskiej, ponieważ przez ostatnie 1,5 miesiąca trenowałam z jej pierwszym programem treningowym, Skalpelem.
Świetny wycisk, bardziej nastawienie na kardio.
Dla mnie to jest teraz najlepsza opcja, ponieważ moje ciało się fajnie wyrzeźbiło - teraz chcę je wzmocnić i utrwalić efekt.
Jeju, podczas treningu przez moment myślałam że umrę, a później osiągnęłam błogostan :D
Gdyby nie zdrowy rozsądek, powtórzyłabym te ćwiczenia jeszcze dziś!
Uwielbiam :D

We wtorek zaczynam nową pracę, sasasasaaa!
Bardzo się cieszę :)))

Eeej, czy zaglądają do mnie jacyś blogerzy z Kielc? :D

27 września 2012

śliwkowo-korzenne biscotti z migdałami i suszonymi figami

Zatęskniło mi się za biscotti. Dawno ich nie robiłam :p
W sumie, tak dla przypomnienia, dodawałam już przepisy na dyniowe biscotti oraz czekoladowe biscotti z suszonymi figami.
Te które zrobiłam dziś są taką małą fuzją polsko-włoską.
pachną bosko, waniliowo-śliwkowo-migdałowo-korzennie, mmmm <3
smakują? totalnie uzależniająco!

no i są świetne na tą pogodę!
w sensie, przyprawy korzenne rozgrzewają, otręby dostarczają żelaza, suszone figi świetnie działają na płuca, śliwki zawierają bogactwo witamin (między innymi C, która odgrywa bardzo dużą rolę w odporności organizmu), minerałów, przeciwutleniaczy i pektyn, migdały są zbawienne dla układu sercowo-naczyniowego i są źródłem bardzo zdrowych tłuszczów oraz białka.

śliwkowo-korzenne biscotti z migdałami, otrębami i suszonymi figami

(45 maleńkich sztuk, bez tłuszczu, bez cukru)

- 2 duże garści węgierek (wypestkowałam i rozgniotłam dłońmi na ciapę :D)
- 2 jajka '0' (w opcji wegańskiej użyłabym 2 'lnianych jaj' - czyli 2 łyżek zmielonego siemienia lnianego wymieszanych z 8 łyżkami wrzątku, lub użyłabym jogurtu sojowego ok 150 g lub po prostu więcej śliwek - jestem jednak najbardziej za jogurtem sojowym, bo dodatek protein do masy na te ciastka pozwala spowolnić wchłanianie węglowodanów, przez co nasz organizm nie doznaje szoku insulinowego ;)
- przyprawy: cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, suszony imbir, kurkuma, stewia, chilli w proszku, szczypta soli, łyżeczka esencji waniliowej (tej prawdziwej, brązowej, na alkoholu)
- 2-3 łyżki syropu z agawy (można miód oczywiście :p, w ostateczności cukier)
-  ok. łyżeczka octu jabłkowego dobrej jakości (gdyby mi się nie skończyło balsamico to bym dała)
- garść migdałów rozdrobnionych w moździerzu
- 3 suszone figi pokrojone w kosteczkę
- 0,5 szklanki mąki razowej orkiszowej + 0,5 szklanki mąki razowej żytniej
- 0,5 szklanki otrębów pszennych + 1/4 szklanki otrębów owsianych

Przygotowanie jest banalne: wszystkie składniki trzeba wymieszać razem :P
Z uzyskanej masy (jest mocno wilgotna), za pomocą łyżki i zwilżonych dłoni uformowałam 3 cienkie chlebki.
Piekłam je 30 minut w 160 stopniach z termoobiegiem.
Następnie pozwoliłam im ostygnąć przez 10 minut i takie mocno ciepłe kroiłam ostrym nożem w małe kromeczki.
Uzyskane kromeczki piekłam jeszcze z każdej strony po 15 minut, tym razem w 180 stopniach z termoobiegiem.
 





Idealne z gorzką kawą, albo z wytrawnym czerwonym winem, albo z kawą orkiszową z mlekiem sojowym :D albo z Waszym ulubionym napojem.
Są bardzo chrupiące i twarde, bo to w sumie takie małe sucharki, więc raczej polecam je razem z czymś mokrym.






buziak ;*

26 września 2012

kokosowy sernik z tofu

Niesamowite, prozdrowotne, między innymi odchudzające właściwości oleju kokosowego są dokładnie i przystępnie opisane w sieci (mam na mysli artykuły naukowe a nie informacje na portalach dla kobiet o cudownym odchudzaniu :p).

No ale, pokrótce, olej kokosowy składa się z (co prawda w większości nasyconych, ale tym akurat w przypadku tego cudu nie trzeba się przejmować, gorzej jeżeli mówimy o kwasach tłuszczowych nasyconych odzwierzęcych ;) kwasów tłuszczowych krótkołańcuchowych, które mają zupełnie inną drogę wchłaniania niż średnio- i długołańcuchowe. W związku z czym olej kokosowy nie tylko natychmiast dostarcza kopniaczka energetycznego, ale i pomaga usuwać nadmiar tłuszczu z organizmu.
Poza tym, jednym z kwasów tłuszczowych występujących w oleju kokosowym (niecałe 50 %) jest kwas laurynowy, który po przedostaniu się do organizmu pełni funkcję przeciwzapalną, przeciwbakteryjną, etc etc.

No i olej kokosowy stosowany na ciało daje niesamowite efekty.. skóra jak pupcia niemowlaczka, a włosy najgładsze i najpiękniejsze na świecie..
No i ten zapach <3

Ciasto które wymyśliłam co prawda nie zawiera czystego oleju kokosowego (resztka wylądowała w mojej dzisiejszej owsiance:/), ale użyłam mleka kokosowego oraz wiórków.

Sernik ten przez przypadek w sumie jest wegański, nie planowałam tego, tak wyszło.
Dzięki zastosowaniu tofu zamiast twarogu, smak tego sernika jest bardziej kokosowy, lekko orzechowy (mi się kojarzy z migdałami trochę :p), konsystencja jest kremowo-sernikowo-budyniowa..
jadałam wielokrotnie tofurnik w cudownej wegańskiej kawiarni w której miałam przyjemność pracować, ale ten mój mnie wgniótł w ziemię...
no i przygotowanie jest bardzo krótkie, zajmuje mniej niż 10 minut, a piecze się minut 25-30.

ja robiłam to ciasto z myślą o posiłku potreingowym, tym takim do 15 minut po wysiłku.
kokos szybko dodaje energii i zawiera bardzo dobre tłuszcze, syrop z agawy zawiera cukru proste przy jedocześnie niskim indeksie glikemicznym, no a tofu zawiera niezbędne białko.

kokosowy sernik z tofu
(wegański, bez cukru, bez tłuszczu)

- ok. 800 g tofu naturalnego ( czyli 4 kostki tofu Polsoi)
- 3/4 szklanki mleka kokosowego
- sok i skórka z 1 cytryny
- 6 łyżek syropu z agawy (oczywiście można zastąpić jakimś nierafinowanym cukrem, stewią lub melasą.. w przypadku cukru trzeba będzie pewnie dolać odrobinkę wody)
- 4 kopiaste łychy wiórków kosowych
- 6 łyżek otrębów owsianych (świetnie związały masę i nadały budyniowości)
- na wierzch, opcjonalnie: 1 jabłko pokrojone na cienkie plasterki, parę rodzynek (oooj ale na pewno najlepiej smakowałoby z malinkami, niestety nie miałam ;/.. ale kokos + maliny = <3 )

Wszystko wrzuciłam do blendera, miksowałam parę minut. Masę wylałam do formy silikonowej, ułożyłam na wierzchu jabłko i rodzynki. Piekłam w 180 stopniach z termoobiegiem przez około 30 min.



Polecam! <3



a tak w ogóle, to wracam do trenowania kickboxingu sasasasaaa!!! :D
trenowałam kiedyś, krótko bo ok. 3 miesiące, ale to było dawno i nieprawda.
nic już nie pamiętam praktycznie :P
a we wtorek zaczynam hehe ciekawe jak to będzie aaaj :D nie mogę się doczekać!!

buzi mordeczki :*

1 września 2012

kotleciki fasolowo-soczewicowo-dyniowe

Dzisiaj mega banał, przepyszny i bardzo szybki w przygotowaniu :D
Alealealeeeee wrzucam to tu, bo wiem że czasami najprostsze rozwiązania wydają się najtrudniejsze, albo się o nich zapomina ;)

Zostało mi trochę wczorajszej zapiekanki dyniowo-soczewicowej oraz około pół kubka ugotowanej fasoli Biały Jaś.
Postanowiłam wykorzystać więc tą właściwość strączków którą odkryłam przy przygotowywaniu banalnych kotlecików z soczewicy a mianowicie taką, że strączki po wystudzeniu cudownie tężeją i gdy się je rozgniecie w takiej postaci nie ma potrzeby dodawać żadnych jajek, bułek tartych, otrębów ani innych dodatkowych rzeczy, a kotleciki i tak wyjdą.

Powstały dziś więc twory fasolowo-soczewicowo-dyniowe których przygotowanie zamyka się (razem z przygotowaniem surówek) w 15 minutach :D

kotleciki fasolowo-soczewicowo-dyniowe
- ok 2 szklanki wczorajszej zapiekanki dyniowo-soczewicowej
- ok pół szklanki ugotowanej fasoli Biały Jaś

Wszystko rozgniotłam widelcem, uformowałam kotleciki, podpiekłam na suchej patelni ceramicznej (idzie to bardzo szybko, bo wszystkie składniki kotlecików są już ugotowane:)

Do tego zrobiłam surówkę z rukoli i pomidora malinowego z dresingiem z octu balsamicznego (duuużo!!) i oliwy z oliwek, oraz drugą z utartej na grubych oczkach rzodkwi z natką pietruszki, sosem sojowym i jogurtem naturalnym.
Polecam :D



Ćwiczyłyście już z najnowszą płytą Ewki Chodakowskiej?
Mnie nie tylko nie powaliła na kolana, ale i podziałała na mnie mega demotywująco. Nie skończyłam tego treningu, przerwałam po trochę więcej niż połowie, nie przypadł mi do gustu..

Póki co Skalpel mi najbardziej odpowiada i jest bardzo efektywny z umiarkowanym wysiłkiem (w sensie nie jestem po nim wykończona, tylko przyjemnie pobudzona), więc dopóki mi się nie znudzi będę go cisnąć :D
A jak Wasze wrażenia?

31 sierpnia 2012

zapiekanka dyniowo-soczewicowa / versatile blogger award

Jak już wspominałam przy wczorajszym śniadaniu, przedwczoraj kupiłam pierwszą w tym sezonie dynię. Hokkaido. W Lidlu.
Ta dynia jest najpyszniejszą i najsłodszą i najtwardszą i najbardziej pomarańczową dynią jaką kiedykolwiek jadłam.
We wczorajszej owsiance mnie powaliła, następnie cały dzień zaskakiwała mnie na surowo (kroiłam ją sobie w plasterki i chrupałam, niesamowity smak!).
Dzisiaj przyszła pora na wytrawną wersję.
I znów przyszło zaskoczenie :D
Nigdy w życiu nie jadłam dyni, która po upieczeniu konsystencją IDEALNIE przypominałaby ziemniaki.
Nie wiem jakim cudem to się stało, ale smakuje jak słodki ziemniak. Jest niesamowita, jutro jadę po więcej, uzależniłam się:D

no ale do rzeczy.

zapiekanka dyniowo-soczewicowa (wegańska, bezglutenowa, banalna ;P)
(3 duże lub 4 średnie porcje)

- kawał dyni (z kilogram?)
- 1 średnia cebula
- 5 ząbków czosnku
- minimalnie więcej niż pół szklanki suchej zielonej soczewicy

*sos*
- 1 kostka tofu Polsoi (180 g)
- 1,5 szklanki wody
- chlust oliwy z oliwek EV
- 2 płaskie łyżeczki musztardy
- duuuży chlust sosu sojowego
- dużo chilli, trochę curry, suszony tymianek, gałka muszkatołowa, cynamon, mielony imbir
- chlust octu balsamicznego

Dynię, cebulę i czosnek pokroiłam w ulubione kształty :P Wrzuciłam do naczynia żaroodpornego. Wsypałam tam również soczewicę. Wszystkie składniki sosu zmiksowałam w blenderze. Wlałam do naczynia żaroodpornego. Wymieszałam dokładnie, wstawiłam do piekarnika, piekłam godzinę w 180 stopniach z termoobiegiem.
Podałam z prostą surówką z rukoli, sałaty lodowej i pomidora z dressingiem z oleju lnianego nierafinowanego, octu jabłkowego i odrobinki sosu sojowego.
Prze-pysz-ne!!!!








No i przyszedł czas na Versatile Blogger Award :P


Dziękuję bardzo Elin za otagowanie :*

W tym tagu trzeba:

- nominować 15 blogów, które Twoim zdaniem na to zasługują,
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów,
- ujawnić 7 faktów o sobie samym,
- podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu,
- pokazać nagrodę The Versatile Blogger u siebie na blogu.

Fakty o mnie:
1.  Jestem bardzo uparta, bardzo ciężko mnie do czegoś przekonać jeżeli jestem święcie przekonana o swojej racji :P
2. Mam czerwone włosy od 14 roku życia.
3. Pod koniec tego roku kończę 23 lata a wyglądam na jakieś 17 :D
4. Nie przepadam za kotami, a mam ich w domu aż 3 (z czego jeden mieszka w moim pokoju i żyjemy na zasadzie tolerowania siebie nawzajem :P)
5. Mam świetny kontakt z moją młodszą siostrą, oprócz siostrzanej miłości łączy nas też taka przyjacielska, to unikalne i meeeega świetne!!
6. Jak już wspominałam w poprzednim poście jestem uzależniona od marchewek do tego stopnia, że aż okazjonalnie moje ręce zamieniają się w dziecięce, pomarańczowe, przebarwione łapy xD
7. Będąc dzieckiem planowałam zostać w przyszłości łowcą tornad (naciągałam wtedy rodziców na tony książek o tornadach hehe ;P), niestety moje plany legły w gruzach gdy uświadomiłam sobie że kocham gotować i pasjonuje mnie zdrowe żywienie. Wylądowałam więc na dietetyce którą kończę. Aleale nic nie wiadomo, ostatnio w moim województwie, niedaleko mnie, była trąba powietrzna, może mi się poszczęści (yyy? xD) i jednak łowcą tornad zostanę? :D

No i teraz kogo nominuję?
Dużo dziewczyn już na swoich blogach odpowiadało na ten tag..
Nominuję więc wszystkie które tu zajrzą :D Odpowiadajcie u siebie na blogach i dawajcie mi znać :*
Miłegoo!!

14 sierpnia 2012

bakłażanowe coś :D

Przysięgam, że dawno nie jadłam czegoś, co AŻ tak zaspokoiłoby moje kubki smakowe..
W tej potrawie wszystko jest idealne!
Odpowiednia kombinacja, wielowarstwowość smaków, zestawienie konsystencji, boże, przed chwilą to zjadłam a jadłabym jeszcze!
Pomijając ochy i achy na temat smaku, to danie jest po prostu niskokaloryczne i bardzo zdrowe. Czego chcieć więcej?

bakłażanowe coś
(4 porcje)

- 1 kostka naturalnego tofu Polsoi
- niecała 1 łyżka oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
- 1 cebula
- 3 małe bakłażany
- 6-7 ząbków czosnku
- sos sojowy, kawałek świeżej żółtej papryczki chilli, suszony tymianek, odrobinka curry, 1,5 łyżeczki musztardy
- 4-5 łyżek jogurtu naturalnego (można zastąpić sojowym, wtedy będzie wegańsko)
- garść świeżej posiekanej natki pietruszki

1. Tofu pokroiłam w bardzo, bardzo malutkie kawałki (podpatrzone u MniuMniu, robiła "skwarki" z tofu ;) i podprażyłam na suchej patelni, aż się porządnie zezłociło. Zdjęłam je z patelni na talerz.
2. Na oliwie z dodatkiem wody poddusiłam cebulę (pod koniec woda całkiem wyparowała i cebula się przybrązowiła - potrawa dzięki temu zyskała genialny aromat!).
3. Dodałam pokrojone w paski (wielkości małego palca ;P) bakłażany, oraz przyprawy (oprócz jogurtu naturalnego i świeżej pietruchy) i wyciśnięty przez praskę czosnek.
4. Dusiłam jakieś 5 minut, aż bakłażany dobrze zmiękły a wszystkie aromaty przeszły sobą nawzajem.
5. Ostatnią minutę dusiłam bez pokrywki, aby nadmiar płynów odparował (nie było ich dużo) - ponieważ następnym krokiem było dodanie jogurtu naturalnego PO wyłączeniu płyty grzewczej. Razem z jogurtem dodałam natkę pietruszki oraz wcześniej przygotowane tofu, dokładnie wymieszałam całość, przykryłam pokrywką na minutkę aby odpoczęło i wcinałam.

Jadłam z kaszą jaglaną (tak, wiem, ZNOWU, ale nie mogę przestać jej jeść, tak mi smakuje!) i z sałatą i rukolą w dressingu z octu jabłkowego, ząbka czosnku i odrobinki oliwy z oliwek i oleju lnianego.
Polecam!!!!!!!!!!!



Myślę że po wystudzeniu świetnie będzie smakować na pieczywie (ale wątpię żeby cokolwiek zostało :P)

Tak w ogóle to dzięki za miłe słowa, szczególnie pod ostatnim postem :D
:*

13 sierpnia 2012

zielono: brokułowo-tofuowe stir fry / śniadanie 13/08/12

Cześć!

Wczoraj zaczęłam ćwiczenia z Ewką Chodakowską, dają wycisk ale są świetne :D
Doszłam do tego, że przed zakwasami chroni mnie godzinny marszobieg późnym wieczorem, gdy coś takiego sobie zaaplikuję żaden zakwas mi nie straszny!
A Wy jakie macie sposoby?

No dobra, koniec tego pitu pitu, dzisiaj 2 proste rzeczy do jedzenia, wiem że to nic ą ani ę, ale ja ostatnio się tak żywię - od kiedy odstawiłam słodycze i ograniczyłam spożycie tłuszczu, a ponadto rzuciłam papierosy (!!) i alkohol również ( :D ), wyostrzyły mi się (i tak wyostrzone;p) kubki smakowe i lubię czuć smak każdego składnika osobno (dlatego też jem sporo surowych warzyw - odkrywam ich smak na nowo ;p).

śniadanie 13/08/12


owsianeczko-otrębianka (a jakżeby inaczej :P) na wodzie z dużą ilością cynamonu, suszonego imbiru i z pieprzem cayenne, na niej serek Bakoma 0% z jednym, dużym, startym na grubych oczkach tarki jabłkiem i 3/4 łyżeczki wiórek kokosowych BIO i 1 łyżeczką syropu z agawy, a na wierzchu cudnie-jak-żelki-wyglądające kawałki żółtych śliwek (mega słodkich i w ogóle moich ukochanych:D)
spróbujcie, mega pysznie to smakowało!


brokułowo-tofuowe stir fry
(1 porcja)
- 2 duże garści brokuła (ok 200 g)
- pół kostki naturalnego tofu Polsoi (niecałe 100 g)
- sos sojowy, pieprz cayenne, curry, musztarda, świeży rozmaryn, wyciśnięty ząbek czosnku

Tofu pokroiłam na kawałki i ciągle mieszając podprażyłam na suchej patelni(wytwarza się na nim cudnie chrupiąca skórka a tofu zmienia troszkę konsystencję - uwielbiam to!). Następnie wrzuciłam rozdrobnionego  brokuła, podlałam odrobinką wody, wrzuciłam resztę składników, wymieszałam, przykryłam pokrywką, zostawiłam na chwilkę żeby brokuł lekko zmiękł, a następnie odkryłam żeby nadmiar płynu wyparował. Ja to wszystko robiłam na sporym ogniu więc to była kwestia paru minut.

Zanim zaczęłam robić to stir fry, nastawiłam sobie kaszę jaglaną do gotowania, razem z glonami wakame i sosem sojowym.

Gdy nakładałam na talerz, kaszę jaglaną polałam łyżeczką oleju lnianego zimnotłoczonego nierafinowanego - genialnie podbił smak no i +10 punktów dla zdrowia :P


Polecam, no!


10 sierpnia 2012

czarrrrrna fasola na obiad / banalne kotleciki z soczewicy / TAG

Witajcie! ;*
trochę mnie nie było, a to dlatego, że przez tą wichurę/armagedon/koniec świata nie miałam przez jakiś czas prądu, a jeszcze dłużej nie miałam internetu!
w sumie, nie ma tego złego.. mała terapia odwykowa nie zaszkodziła (taak, jestem w sumie uzależniona od internetu, przyznaję ;P).
Przeżyłam, nawet zaczęło mi sprawiać przyjemność nie-siedzenie przed komputerem/iPadem :D

Ćwiczyłam standardowo, wg tego co sobie ustaliłam, dobrze się czułam i czuję... jednak.. mam do Was pytanie.
Czy któraś z Was miała tak, że przez zakwasy międzyżebrowe miała problem z oddychaniem?
W sensie nie że nie mogłam oddychać, tylko miałam takie wrażenie, że sprawia mi to olbrzymią trudność (przez co pojawił się lęk, bo to było w nocy hyh ;P).
Czytałam na ten temat, że tak się może dziać, pytam Was po prostu czy też tak miałyście :P

Na jeden z moich obiadów ostatnich dni zrobiłam sobie czarną fasolę. Zapomniałam już jak pyszna ona jest, bardzo bardzo dawno jej nie jadłam.
Mimo, że moczyłam ją całą noc i pół dnia, franca gotowała się prawie 4 godziny!! ;o
Ale, było warto :D Przepyszna prostota!

czarrrrrrrrna fasola 
(3 porcje)
- 3/4 szklanki czarnej fasoli (ilość suchej fasoli przed ugotowaniem)
- 1 cebula
- 2 pomidory
- kawałek cukinii
- sól, sos sojowy, łyżeczka musztardy, słodka papryka, pieprz cayenne, świeże zioła: tymianek, bazylia
- pół łyżeczki oliwy z oliwek

Fasolę moczyłam całą noc. Odlałam wodę z moczenia, zalałam świeżą, gotowałam do miękkości.
W rondelku na oliwie z wodą poddusiłam warzywa (z przyprawami), aż puściły sok i odparowały, dodałam fasolkę, dusiłam jeszcze przez parę minut i voila!
Fasolkę połączyłam z pomidorami pod koniec, ponieważ skórka fasoli ma to do siebie, że w kwaśnym środowisku twardnieje - chciałam tego uniknąć :D

Jadłam z uparowanym brokułem i ogórkiem wymieszanym z jogurtem naturalnym i dużą ilością czarnego pieprzu (ogórek+pieprz mniaaam <3)



Jeszcze muszę się z Wami podzielić kotlecikami z soczewicy które zrobiłam ostatnio - bez mąk, jajek, jakichś bułek tartych i dziwnych zagęstników :P Niestety bez zdjęcia, ale polecam !

2-składnikowe kotleciki soczewicowo-kalafiorowe
(11 kotlecików)

- 3/4 szklanki czerwonej soczewicy (suchej, przed ugotowaniem)
- pół małego kalafiora + kawałek brokuła
- 1 łyżka otrębów pszennych (dla smaku!)
- sos sojowy, sporo curry, łyżeczka musztardy, suszony tymianek, świeży rozmaryn

Soczewicę przepłukałam, zalałam dwukrotnie większą ilością wody. Gdy już się ugotowała, dorzuciłam drobno pokrojone warzywa (i przyprawy) i gotowałam dalej (w razie potrzeby dolewając odrobinę wody oraz często mieszając) aż soczewica się rozpadła, a warzywa lekko zmiękły (cały proces gotowania trwał jakieś 20 minut).
Odstawiłam do przestygnięcia i stężenia (bo początkowo ta masa jest konsystencji hmm gęstej śmietany, jednak w miarę stygnięcia gęstnieje) - na jakieś 15 minut.
Następnie za pomocą łyżki układałam kotleciki na blaszce z papierem do pieczenia, piekłam 20 minut w 180 stopniach z termoobiegiem.
Jadłam z pieczoną cukinią z poprzedniego posta (bardzo ją lubię!) i z ogórkami. Mniam!

2 sierpnia 2012

pieczone pieczarki nadziewane tofu / pieczona cukinia / obiad w 20 minut

obiad, dziś późno bo dopiero koło 18.
nie lubię gdy coś przestawi moje pory posiłków, potem zawsze wychodzę z końcem dnia ujemnie jeżeli chodzi o bilans energetyczny i się przejmuję, czy aby na pewno nie przegięłam..

Ćwiczyłam, 20minutówkę z Mel B (uwielbiam te ćwiczenia, codziennie je męczę i mi się nie nudzą :P), a po nich zrobiłam się strasznie głodna. Musiałam więc zrobić coś bardzo szybkiego :D

Zaczęłam od 3 cukini.
Pokroiłam je w krążki grubości ok. 0,5 cm (takie smakują mi najbardziej, a oczywiście w międzyczasie część tych krążków zniknęła magicznym trafem w mojej buzi xD), wrzuciłam do miski, zalałam sosem sojowym (2-3 łyżki), posypałam pieprzem cayenne, oraz jakąś mieszanką ziół znalezioną w szafce ;p, ułożyłam równą warstwą na blasze do pieczenia wyłożonej papierem. Odstawiłam na bok, na czas przygotowywania pieczareczek :D

pieczone pieczarki nadziewane tofu
- 6 dużych pieczarek (takich o średnicy łapy)
- 1 kostka wędzonego tofu (Polsoja, 160 g)
- sos sojowy, kopiasta łyżeczka musztardy, pół łyżeczki świeżego, posiekanego rozmarynu, duuuużo czarnego pieprzu (uwielbiam to połączenie pieprzu z pieczarkami *_*)

Pieczary umyłam, wyjęłam z nich nóżki.
Wrzuciłam do miski, natarłam sosem sojowym.
Ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przygotowałam nadzienie.
Składało się ono z drobniutko posiekanych nóżek pieczarek, rozdrobnionego dłońmi tofu, oraz z przypraw.
Wypchałam pieczarki, od serca.
Wstawiłam je razem z cukinią, piekłam ok 15 minut w piekarniku nagrzanym do 200*C, bez termoobiegu, grzanie góra-dół.

Gdy się piekło, zrobiłam zwykłą surówkę z kapusty, nie ma nad czym się raczej rozwodzić :P

Uwierzcie mi, że ten obiad naprawdę był mega,mega pyszny :D


Wczoraj przeżywałam swój drugi bieg, było niesamowicie:D
Na początku ciężko, mimo że biegam interwałowo.
Jednak musiałam zwiększyć minuty poświęcone na bieg, bo gdy mój organizm się rozgrzał, chciał więcej, minuty marszu wydawały się dłużyć. Może to nie jakiś rekord, bo łącznie biegłam 16 minut, a marszu miałam 14, no ale czułam się rewelacyjnie ;D
Jutro rano znowu mnie czeka bieg, ciekawe, ciekawe jak to będzie :P 
Już nie mogę się doczekać hehe ;D

aaaa i dzisiaj oficjalnie stałam się okularnicą xD ale są śliczne, duże, granatowo-miętowe, pokochałam je nad  życie! 
zresztą, i tak są tylko do czytania :P


31 lipca 2012

2 śniadania, 2 kolacje

Dzisiaj post zbiorczy ;P
Pogodowe szaleństwo, ja ćwiczę w domu i jeżdżę na rowerze naprzemiennie, wczoraj pierwszy raz biegałam!!
Chyba cierpię na bezsenność, bo wczoraj od godziny 3 coś nad ranem już się budziłam. O 6 stwierdziłam, że dość tego, ogarnęłam się i poszłam biegać, w ulewie :P
Póki co interwałowo, żeby popracować nad wydolnością i ogólnie się wprawić w wysiłku tego typu.
Aleale małymi kroczkami do przodu, niedługo będę pewnie biegać normalnie, jak mi się organizm przystosuje :D
Bo skakankę kupiłam ostatnio, ale 2 dni się nią nacieszyłam i leży w kącie, to nie dla mnie..

No, w każdym bądź razie, 2 śniadania ostatnich dni:

owsianko-otrębianka gotowana z cynamonem na wodzie (pod spodem), na niej serek homo Bakomy 0% wymieszany z porządną garścią malin i łyżeczką syropu z agawy, nektarynka, garść jagód, podwójne americano sojowo-krowie 0,5% ;P


a to jest chyba moja ulubiona opcja ostatniego czasu, dzisiaj też to jadłam :D

orkiszanko-otrębianka (2 łyżki płatków orkiszowych z żurawiną + 2 łyżki otrębów pszennych) xD na wodzie z dużą ilością cynamonu, kardamonu, kurkumą i sporą ilością pieprzu cayenne (mniam!), na wierzchu serek homo 0% Bakomy wymieszany z 2 małymi startymi jabłkami (200g) i łyżeczką syropu z agawy, duża garść borówek amerykańskich, podwójne americano sojowo-krowie 0,5 %

Nie umiem nic innego jeść na śniadanie, przykro mi..
Nawet przymierzałam się do naleśnikowej soboty, ale no, nie dałam rady :P

No i kolacje też Wam pokażę ;D

Parowana fasolka szparagowa i brzydko wyglądająca zupa-krem z kalarepki, którą dostałam za darmo od pani w warzywniaku, bo nie nadawała się do jedzenia na surowo już, ale na taką zupę była w sam raz ;D

Składniki:
- 3 spore kalarepy
- 3-4 marchewki
- 3-4 pomidory
- kilka ząbków czosnku
- sos sojowy, pieprz cayenne, świeże zioła: tymianek, oregano, lubczyk, trochę curry, łyżeczka musztardy

Wszystko trzeba pokroić na mniejsze kawałki (nieważne jakiej wielkości, i tak zupa będzie miksowana:P), gotować aż kalarepa i marchew trochę zmiękną (mi się nie chciało za długo czekać więc były dość chrupiące ale i tak się zmiksowały;P). No i wszystko potraktować blenderem  i już.
Idealnie do tego pasuje jogurt naturalny (albo sojowy, migdałowy, whatever ;P), ale nie wlewałam go do garnka z zupą żeby się nie zważył, tylko sobie dodawałam bezpośrednio do miseczki. Pycha!



A tutaj wrapy z sałaty :D A w środku przepyszny chudy twaróg (100 g) jakiejś małej rodzinnej firmy której nazwy nie pamiętam, wymieszany z pomidorem i dużą ilością pieprzu. A obok herbata żurawinowa z granatem :)



No, miłego ! ;*

22 lipca 2012

śniadanie 22/07/12


chrupiąca :D i trochę nadjedzona owsianeczko-otrębianka z dużą ilością cynamonu i kurkumą, na niej serek Bakoma 0% z łyżeczką syropu z agawy i niepełną łyżeczką masła orzechowego McCennedy (<3), na wierzchu małe jabłko pokrojone w plasterko-kawałki ;D, jagody i maliny (po garści); standardowo podwójne americano na mleku sojowym i chudym krowim (1:1)

boże, ale smak masła orzechowego świetnie się komponuje z jabłkiem!!!! ;o

zjadłam to śniadanie i po niepełnej godzinie poszłam na rower (pogoda !!!!! :D)
widzę tą zależność po raz kolejny, że muszę czekać dłużej po śniadaniu lub jeździć na czczo w ostateczności, bo było mi trochę za ciężko na żołądku i się w rezultacie minimalnie bardziej zmęczyłam niż zwykle ;P
czas i prędkość te same, więc w sumie git.

kupiłam skakankę, nie mogę się doczekać kiedy mi ją przyślą !
któraś z was skacze? :D

miłej niedzieli ;*

18 lipca 2012

pieczone kulki tofuowe z kalafiorowym curry

Wczoraj zrobiłam przepyszne, megaszybkie curry z kalafiora !
Z pomidorami, papryką, czerwoną cebulą, limonką, świeżą papryczką chilli, świeżym rozmarynem i mnóstwem curry, kurkumy i sosu sojowego.
Wyszło przepyszne i rozgrzewające, w sam raz na tą obleśną pogodę :P

Jednak to nie przepisem na curry z kalafiora chcę się podzielić.

Ćwiczyłam dziś po raz pierwszy do prawie godzinnego treningu z Mel B.. nie spodziewałam się, że jest taką super babką i że tak fajnie motywuje ! Kocham ją i nienawidzę jednocześnie (bo daje niezły wycisk), jest niesamowita !
No i zmęczyłam się i wiedziałam że muszę szybko przygotować obiad, bo zrobię się niedługo bardzo głodna.

Wypiłam wodę, wciągnęłam jabłko, poszłam pod prysznic i wymyśliłam :D

pieczone kulki tofuowe
12 kulek (ok. 60 kcal jedna)

- 2 kostki tofu naturalnego Polsoi
- 1 kostka tofu wędzonego Polsoi
- 1 kopiasta łyżka miso (bo mi się sos sojowy skończył, a soli nie używam)
- 1 jajko (weganie spokojnie mogą zastąpić 'jajem lnianym' :P)
- łyżeczka musztardy
- spora garść siekanego szczypioru (uwielbiam go :D)
- ok. 1,5 łyżki mąki gryczanej (sama mieliłam kaszę, ale można użyć dowolnej mąki lub ją  pominąć, pewnie też wyjdzie)

Wszystko ciapiemy na jednolitą masę w trakcie gdy nagrzewamy piekarnik do 200 stopni C z termoobiegiem.
Wykładamy blachę papierem do pieczenia, formujemy kulki, po łyżce stołowej masy na każdą.
Pieką się w ciągu 10 minut - są ślicznie rumiane, chrupiące z zewnątrz, a mięciutkie w środku. Tofu pod wpływem temperatury nabiera bardzo fajnej, zwięzłej a zarazem miękkiej konsystencji.
Smaki miso i szczypiorku są mocno wyczuwalne.

a tam w filiżance są ogórki z jogurtem naturalnym i koperkiem, ale zjadłam może 2 kawałki i nie dałam rady więcej :P


Myślę, że na słodko też je można zrobić (oczywiście bez wędzonego tofu:P) , takie ciasteczko-serniczki. Będę próbować pewnie niedługo :D

W ogóle cieszę się, że się Wam moje śniadania podobają :*

śniadanie 18/07/12

wiem, że to w sumie monotonne, zbliżone wariacje na ten sam temat, ale...

:D
to jest takie pyszne i jestem od tego tak uzależniona, że mogę, chcę i będę tu wrzucać :P


owsianko-otrębianka na wodzie z cynamonem i mnóstwem kardamonu, serek Bakoma 0% z rozgniecionymi malinami i syropem z agawy, a na wierzchu brzoskwinia i 3 mini-morele pokrojone na kawałki, 4 malinojeżyny, kilka zmarniałych borówek amerykańskich z ogrodu i z 2 ocalałe poziomki :P.
do tego oczywiście, standardowo, podwójne americano na mleku sojowym.


od jakiegoś czasu zaczynam dzień wodą z cytryną (pół cytryny + dopełniam szklankę wodą mineralną). 
dużo czytałam na temat wielu prozdrowotnych właściwości picia takiego czegoś przed śniadaniem.
chyba jeszcze za wcześnie, żebym mogła powiedzieć o jakiejś odczuwalnej różnicy..
ktoś z Was też tak robi?

macie w ogóle jakieś specyficzne poranne nawyki? :)

miłego dnia :*

17 lipca 2012

śniadanie 17/07/12


owsianeczko-otrębianka z serkiem Bakoma 0% wymieszanym z cynamonem, kardamonem, syropem z agawy, startym jabłkiem i rozgniecionymi jagodami, na wierzchu owoce z ogródka (borówki amerykańskie, maliny, poziomki, jeżynomaliny), podwójne americano z mlekiem sojowym

mogę jeść takie coś codziennie <3 :D



ostatnio mi się wkręciły szwedzkie blogi kulinarne ;D
ale ciężko je wynaleźć w sieci hm..
znacie jakieś/polecacie?

11 lipca 2012

włosko-turecko-francusko-polska fuzja

Wczoraj był zjazd rodzinny, babskie grono, ciotki, babki, matki, wnuczki etc etc ;D
Nie mogłam nie wykorzystać takiej okazji, żeby przygotować coś pysznego!!
Zestawienie potraw całkiem fusion aleale pasowało wszystko świetnie.
Roboty trochę jest, ale warto (szczególnie jeżeli jesteście tak chorzy psychicznie na puncie gotowania jak ja i po prostu kilkugodzinne stanie przy garach was relaksuje) :P


ratatouille
- 2 średniej wielkości bakłażany
- 3/4 dużej cukinii
- 2 zielone papryki
- 2 cebule
- 4-5 pomidorów
- pół ostrej papryki (żółtej, średnio ostrej)
- świeże zioła: tymianek, oregano
- sosik: ocet balsamiczny+sos sojowy+musztarda

Wszystkie warzywa kroimy w takie kształty jakie lubimy najbardziej (ja wybrałam plastry, gruba kostka też jest super :D).
Warto zacząć od bakłażana, natrzeć go solą, odstawić na parę minut (na czas krojenia innych warzyw), a następnie wypłukać w wodzie i dokładnie odsączyć. Wyciąga to ewentualną goryczkę, lub dziwny posmak z bakłażana.
Wszystkie składniki układamy w naczyniu żaroodpornym (wysmarowanym kapką oliwy z oliwek) tak jak lubimy (ja zrobiłam to warstwowo, ale można po prostu wszystko wymieszać, jak chcecie:P) i zalewamy sosikiem.
Pieczemy w temperaturze 180 stopni, przez 45 minut (po 20 minutach dokładamy do piekarnika focaccię, na którą przepis jest niżej).

Gdy wszystko się piekło, przygotowałam pyszną surówkę, która była fajnym chrupkim tłem dla ratatuja (no i wykorzystałam 1/4 cukinii której nie zużyłam, bo już mi się nie zmieściła w naczyniu żaroodpornym ;P)

surówka: marchew-cukinia-ogórek
- 2 małe marchwie
- 1/4 powyższej cukinii
- kilka ogórków
- sos: 4 łyżki jogurtu naturalnego + 2 ząbki czosnku + sok z cytryny + pieprz czarny

Przygotowywanie tej surówki to fajna zabawa, bo warzywa kroimy na długie paski za pomocą obieraczki do warzyw :D
Gdy już wszystko zamienimy w długie paski, wrzucamy składniki sosu i mieszamy. Proste :P



pełnoziarnista focaccia
- 2 szklanki mąki (szklanka mąki pełnoziarnistej Lubella 3 zboża + szklanka mąki pszennej razowej)
- 3/4 szklanki płynu ( ja dałam 1/4 szklanki wrzątku + pół szklanki maślanki)
- 15 g świeżych drożdży
- na wierzch: sól morska, czarne oliwki, rozmaryn, ok. 1 łyżka oliwy z oliwek extra vergine

Drożdże rozpuściłam w ciepłym płynie. W czasie w którym odmierzałam mąki, drożdże już ruszyły (zaczęły bąbelkować). Powstały zaczyn wlałam więc do mąki, mieszałam drewnianą łyżką do połączenia składników, następnie przerzuciłam się na napęd ręczny xD i wyrabiałam przez jakieś 5 minut ciasto. Nie będzie ono odchodziło od ręki, jak ciasto z białej mąki, ale będzie czuć że jest bardziej zwięzłe i sprężyste (to znak, że gluten się uaktywnił). Gdybym robiła z białej mąki, wówczas wyrabiałabym aż odchodziłoby od ręki bez problemu, w przypadku mąki razowej, wolę zostawić ciasto bardziej wilgotne - otręby w nim zawarte zasysają wilgoć ;)
Ostawiłam do wyrastania na godzinę.
Następnie przełożyłam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, rozpłaszczyłam i nakłułam dłońmi, posmarowałam oliwą, wysypałam wszystkie składniki, pozwoliłam wyrastać kolejną godzinę.
Piekłam w 180 stopniach przez 25 minut (razem z ratatouillem ;p)


Do picia zrobiłam Ayran, pyszny turecki napój jogurtowy z solą i miętą :D



Ayran z miętą
- kubek jogurtu 0 % tłuszczu (400 g)
- 400-500 ml wody mineralnej niegazowanej
- szczypta soli
- 3-4 gałązki świeżej mięty pieprzowej
- lód do podania

Wszystko blendu-blendu, podajemy z kostkami lodu. Pyszne, orzeźwiające, zdrowe, można kombinować z dodatkami, mniam :D

No i na koniec, deser ;D Czymże by była babska nasiadówa bez deseru?!!
Można od niego w ogóle zacząć przygotowywanie całej uczty, bo musi się schłodzić w lodówce.

pyszny kremik z owocami
*kremik*
- 500 g chudego twarogu dobrej jakości :P
- ok. 0,5 szklanki maślanki (ale to zależy od wilgotności twarogu)
- skórka z 1 cytryny
- 2 łyżki cukru trzcinowego + 1 łyżka syropu z agawy + 1 łyżka surowego miodu rzepakowego
- szczypta soli (!)

Wszystkie składniki trzeba zmiksować w blenderze na gładziutką masę. Maślanki trzeba dodać tyle, żeby blender spokojnie to mielił, ale konsystencja nie może wyjść zbyt lejąca.
Następnie wszystko wylałam do głębokiego naczynia.
Pozwoliłam schłodzić się parę godzin w lodówce (dzięki temu fajnie gęstnieje) i przed podaniem wsypałam na wierzch owoce.

*owoce*
- szklanka jagód
- szklanka malin
- dodatkowo 3 łyżki wiórków kokosowych

Wszystko układamy na wierzchu bezpośrednio przed podaniem.
Obiecuję, że osoby które będą to jadły, będą wyrywać sobie łyżki z rąk i bić się o ostatniego kęsa :D:D



No, długi post, jeżeli ktoś dotarł do końca, to super !
Całus ;*


9 lipca 2012

tofu duszone w pomidorach / fasolka szparagowa / surówka jogurtowa z marchewki

Dzisiaj zupełnie nie miałam weny. Jestem niskociśnieniowcem, więc te naprzemienne ulewy i upały mnie zabijają.
No ale w sumie przez przypadek powstało bardzo dobre jedzenie ! :D
Jeżeli ktoś wam powie, że nie lubi tofu, to proszę, błagam, zróbcie mu to danie :D
Jest bardzo proste (zarówno w wykonaniu jak i w składzie) i chyba na tym polega jego urok.
Każdy smak wyczuwalny jest osobno, jest głęboki, satysfakcjonuje wszystkie kubki smakowe.

tofu duszone w pomidorach 
(porcja dla 4 osób)
- 1 kostka (180 g) tofu naturalnego (Polsoi)
- 1 kostka (160 g) tofu wędzonego (Polsoja również :P)
- 2 młode cebulki
- 4 pomidory malinowe (bardzo dojrzałe)
- sos sojowy, chlust octu balsamicznego, szczypta rozmarynu suszonego, chilli w proszku
- pół łyżeczki oliwy z oliwek

Tofu pokroiłam w cieniutkie plasterki.
Na patelnię ceramiczną wylałam oliwę z oliwek, zarumieniłam tofu.
Odłożyłam do osobnej miseczki.
Na tą samą patelnię wrzuciłam resztę składników, dusiłam aż znacznie odparowało. Dodałam tofu, dusiłam jeszcze 2-3 minutki. Tyle roboty ;D

Jadłam to z parowaną fasolką szparagową, oraz z przepyszną surówką.
Zawsze bardzo lubiłam połączenie fasolki z natką pietruszki i czosnkiem, wykorzystałam więc to połączenie w troszkę inny sposób :P

surówka z marchewki w sosie pietruszkowo-czosnkowym

- kilka młodych marchewek
- 2 ząbki młodego czosnku
- 4 łyżki jogurtu naturalnego (albo żeby było wegańsko - sojowego albo po prostu oleju lnianego kapkę :P)
- pół pęczka natki pietruszki

Wszystko rozdrabniamy jak lubimy i mieszamy ;P
Polecam!



Parę dni temu zaczęłam 30 day shred poziom 2.. jeeej chodzę jak połamana przez to, ale efekty są spore :D Ktoś z Was też to ćwiczy/ćwiczył?

6 lipca 2012

śniadanie 06/07/12


napoczęta już owsiano-otrębianka (2 łyżki płatków owsianych z żurawiną + 2 łyżki otrębów pszennych + dużo cynamonu + szczypta stewii + 0,5 łyżeczki masła orzechowego <3 ) z malinami (2 solidne garście), jabłkiem (1/3 średniego), jagodami (mała garść), kilkoma poziomkami, porzeczkami i borówkami z ogrodu, a to białe coś to jest serek Bakomy 0% tłuszczu (135 g) wymieszany z łyżeczką syropu z agawy :P w tle americano z mlekiem sojowym

3 lipca 2012

pieczone kotleciki kalafiorowo-soczewicowe 62 kcal/sztukę (V, GF)

Cześć!
No dzisiaj już bardziej absorbujący obiad, choć to nie znaczy, że bardzo czasochłonny :D
Inspiracją był ten przepis, dzięki któremu przypomniałam sobie, że przecież upieczony kalafior smakuje zupełnie inaczej, jego aromat całkowicie się zmienia.

Polecam, bardzo zdrowe kotleciki, no i niskokaloryczne, zdecydowanie. Bogate w pełnowartościowe roślinne białko (soczewica), wysokobłonnikowe.
Bez wstępnego obgotowywania produktów, bez babraniny z jajkami, panierkami, smażeniem, odciekaniem tłuszczu.
No i smak.. zdecydowanie zaskakujący. Ani kalafiorowy, ani soczewicowy.
Warto spróbować, polecam!

pieczone kotleciki kalafiorowo-soczewicowe (wegańskie, bezglutenowe, bez tłuszczu)
(wyszło mi 11,5 kotlecika, ok.62 kcal/sztukę)

- 1 nie za duży kalafior (ok. 880 g)
- minikawałek cukinii (jakieś 70 g - została mi smutna resztka, musiałam ją wykorzystać:P)
- 1 mała cebula

- 3 łyżki mielonego lnu (ja mielę sama i przechowuję w lodówce) + ok. 12 łyżek wrzątku
- 9 łyżek czerwonej soczewicy (zmieliłam ją w blenderze)
- sos sojowy, chilli, curry, słodka papryka, suszone zioła: tymianek i rozmaryn, łyżeczka musztardy

1. Zmieliłam w blenderze len. W miseczce połączyłam go z wrzątkiem i wszystkimi przyprawami, dokładnie wymieszałam, odstawiłam.
2. Następnie w blenderze zmieliłam suchą soczewicę na mąkę. Przesypałam do osobnej miski, odstawiłam.
3. Warzywa rozdrobniłam w robocie kuchennym na malutkie kawałki (wielkości ryżu - nie można ich całkowicie rozciapać i zrobić surowej papy, bo kotleciki średnio wyjdą :P).
Przesypałam je do miski, połączyłam z mąką soczewicową i mieszanką lnianą. Dokładnie wymieszałam.
4. Blachę wyłożyłam papierem do pieczenia, rękami uformowałam kotleciki. Włożyłam do nagrzanego do 180 stopni (z termoobiegiem) piekarnika. Piekłam ok 35 minut do zarumienienia.

Podawałam je z sosem tzatziki z miso (ogórki, jogurt /ja dałam zwykły naturalny, ale można spokojnie użyć sojowego i wtedy będzie wegańsko/, sok i skórka z cytryny, czosnek, odrobina rozrobionego w wodzie miso), oraz z pomidorami ze świeżym oregano, bazylią, czarnymi oliwkami z pestką, kapką oliwy i octu balsamicznego.



Ciężko uwierzyć, że porcja, którą mam na talerzu ma mniej niż 250 kcal, szczególnie biorąc pod uwagę to, jak bardzo się nią najadłam :D

Dzisiaj znowu godzinę zumby cisnęłam, zaczynam też 30 day shred: level 2, bo pierwszy już mi nie wystarcza.. ale no efekty widzę duże :D A rower niestety sobie odpuściłam dziś, pogoda była dziwna, a teraz jest burza. Może jutro, hyh..

20 czerwca 2012

jaglana tabbouleh i różowy chłodnik

Sycący, bardzo zdrowy, niezapychający obiad.
Nie wiem, czego można chcieć więcej (jeżeli o jedzenie chodzi :P) w takie upały :D

Różowy chłodnik
(składniki na 5 porcji)

- 4 ugotowane al dente średniej wielkości buraki (ja lubię jak są twardawe i raczej tylko tak je jadam:)
- ok. 6-7 chochli rosołku warzywnego razem z warzywami (robiłam parę dni temu sama, na lubczyku z ogrodu, z marchewką, pietruchą, selerem, porem itp)
- ok. 500 ml maślanki (ja najbardziej lubię z maślanką, możecie użyć kefiru albo jogurtu naturalnego, a w wersji wegańskiej gorąco polecam taki kefir sojowy Rozmarynki)
- 3 ząbki młodego czosnku
- sos sojowy, ocet balsamiczny, chilli
- do podania: 1 jajko ugotowane na półtwardo (na porcję) (a w wersji wegańskiej oczywiście jakieś prażone pestki, orzechy, warzywa, tempeh, tofu, etc etc)

Wszystko blendu-blendu (bez maślanki) bardzo dokładnie. Potem wlałam maślankę, blendowałam jeszcze chwilkę. To wszystko :D
Potem wystarczyło schłodzić do pożądanej temperatury i wcinać!

Jaglana tabbouleh
(składniki na 5-6 porcji)
- 0,5 szklanki kaszy jaglanej (przed ugotowaniem. po ugotowaniu NA SYPKO wychodzi koło szklanka)
- baaardzo solidny pęczek natki pietruszki (mój był tak wielki że w sumie można by powiedzieć, że to były 2 pęczki)
- mały pęczek mięty
- pęczek szczypiorku (ja miałam ten taki gruby)
- 5-6 ogórków
- 2 średnie pomidory
- sok z 1 cytryny (całej!!)
- łyżka-1,5 oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
- sos sojowy, ocet balsamiczny, łyżeczka musztardy, pieprz

1. Kaszę jaglaną gotujemy na sypko.
Jak?
Prażymy ją w suchym rondelku, aż lekko się zezłoci i zacznie pachnieć przyjemnie orzechowo. Zalewamy ją 2 razy większą ilością wody. NIE MIESZAMY! Zagotowujemy (trwa to 10 sekund jakieś :P), zmniejszamy ogień prawie do minimum, przykrywamy przykrywką, zostawiamy w spokoju na jakieś 15 minut - tyle mniej więcej jej zajmuje zaabsorbowanie całej wody. Zdejmujemy z ognia, zostawiamy w spokoju na kolejne 5-10 min. Widelcem rozdzielamy ziarna od siebie (tak jak grabkami po piasku :P) i już :D
2. Siekamy wszystkie składniki w ulubione kształty i wielkości ;)
3. Wszystko wrzucamy do miski, zalewamy sokiem z cytryny, dodajemy przyprawy, mieszamy.
4. Najlepiej jest pozwolić tej sałatce odpocząć w lodówce - smaki się wtedy świetnie łączą i dopełniają.



Pychaaaa <3

21 maja 2012

omlet ze świeżymi ziołami i serem kozim

Cześć! :D
Ta cudowna pogoda na pewno nie sprzyja sterczeniu w kuchni.
Zresztą, apetyt się zmniejszył, a presja idealnego dopasowania letnich ubrań zwiększyła.. Yhh.

Smak takiego omletu jest idealny, bo jajka są od koleżanki mojej mamy, która ma swoje kury, zioła pochodzą z ogrodu, a ser kozi.. no jest kupny, ale jaki by nie był to i tak będzie pyszny, bo to w końcu ser kozi <3<3

Składniki:
- 2 jajka
- ok. 2 łyżki wody (można dodać jogurtu naturalnego, albo mleka zamiast wody ;)
- 1 łyżka otrębów orkiszowych drobno mielonych
- sól, pieprz, spoooro chilli
- świeże zioła (estragon, szałwia, lubczyk, tymianek)

- 2 kopiaste łyżki sera koziego + 2 łyżeczki chudego twarogu + 2 łyżeczki jogurtu naturalnego + świeże zioła part two (mięta, oregano) + odrobina czosnku + skórka z połowy cytryny


Jajka wymieszałam energicznie z wodą, otrębami, przyprawami i świeżymi, posiekanymi ziołami. Masę wylałam na suchą, teflonową, mocno rozgrzaną patelnię i zmniejszyłam ogień. Smażyłam z minutkę-1,5 pod przykryciem. Następnie gdy omlet już wyglądał na ścięty, przewróciłam go na drugą stronę, ułożyłam na nim masę serową, dopiekłam pod przykryciem (jakieś 3 minutki).
Podałam udekorowany kwiatami tymianku :P
A do tego surówka z sałaty od sąsiadki, pomidora, koperku, oleju lnianego i soku z cytryny. Mniam!



Smacznego! :)


Wszystkie zdjęcia i przepisy są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich kopiowanie (no chyba, że mnie o tym poinformujesz;).