2 sierpnia 2012

pieczone pieczarki nadziewane tofu / pieczona cukinia / obiad w 20 minut

obiad, dziś późno bo dopiero koło 18.
nie lubię gdy coś przestawi moje pory posiłków, potem zawsze wychodzę z końcem dnia ujemnie jeżeli chodzi o bilans energetyczny i się przejmuję, czy aby na pewno nie przegięłam..

Ćwiczyłam, 20minutówkę z Mel B (uwielbiam te ćwiczenia, codziennie je męczę i mi się nie nudzą :P), a po nich zrobiłam się strasznie głodna. Musiałam więc zrobić coś bardzo szybkiego :D

Zaczęłam od 3 cukini.
Pokroiłam je w krążki grubości ok. 0,5 cm (takie smakują mi najbardziej, a oczywiście w międzyczasie część tych krążków zniknęła magicznym trafem w mojej buzi xD), wrzuciłam do miski, zalałam sosem sojowym (2-3 łyżki), posypałam pieprzem cayenne, oraz jakąś mieszanką ziół znalezioną w szafce ;p, ułożyłam równą warstwą na blasze do pieczenia wyłożonej papierem. Odstawiłam na bok, na czas przygotowywania pieczareczek :D

pieczone pieczarki nadziewane tofu
- 6 dużych pieczarek (takich o średnicy łapy)
- 1 kostka wędzonego tofu (Polsoja, 160 g)
- sos sojowy, kopiasta łyżeczka musztardy, pół łyżeczki świeżego, posiekanego rozmarynu, duuuużo czarnego pieprzu (uwielbiam to połączenie pieprzu z pieczarkami *_*)

Pieczary umyłam, wyjęłam z nich nóżki.
Wrzuciłam do miski, natarłam sosem sojowym.
Ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przygotowałam nadzienie.
Składało się ono z drobniutko posiekanych nóżek pieczarek, rozdrobnionego dłońmi tofu, oraz z przypraw.
Wypchałam pieczarki, od serca.
Wstawiłam je razem z cukinią, piekłam ok 15 minut w piekarniku nagrzanym do 200*C, bez termoobiegu, grzanie góra-dół.

Gdy się piekło, zrobiłam zwykłą surówkę z kapusty, nie ma nad czym się raczej rozwodzić :P

Uwierzcie mi, że ten obiad naprawdę był mega,mega pyszny :D


Wczoraj przeżywałam swój drugi bieg, było niesamowicie:D
Na początku ciężko, mimo że biegam interwałowo.
Jednak musiałam zwiększyć minuty poświęcone na bieg, bo gdy mój organizm się rozgrzał, chciał więcej, minuty marszu wydawały się dłużyć. Może to nie jakiś rekord, bo łącznie biegłam 16 minut, a marszu miałam 14, no ale czułam się rewelacyjnie ;D
Jutro rano znowu mnie czeka bieg, ciekawe, ciekawe jak to będzie :P 
Już nie mogę się doczekać hehe ;D

aaaa i dzisiaj oficjalnie stałam się okularnicą xD ale są śliczne, duże, granatowo-miętowe, pokochałam je nad  życie! 
zresztą, i tak są tylko do czytania :P


31 lipca 2012

2 śniadania, 2 kolacje

Dzisiaj post zbiorczy ;P
Pogodowe szaleństwo, ja ćwiczę w domu i jeżdżę na rowerze naprzemiennie, wczoraj pierwszy raz biegałam!!
Chyba cierpię na bezsenność, bo wczoraj od godziny 3 coś nad ranem już się budziłam. O 6 stwierdziłam, że dość tego, ogarnęłam się i poszłam biegać, w ulewie :P
Póki co interwałowo, żeby popracować nad wydolnością i ogólnie się wprawić w wysiłku tego typu.
Aleale małymi kroczkami do przodu, niedługo będę pewnie biegać normalnie, jak mi się organizm przystosuje :D
Bo skakankę kupiłam ostatnio, ale 2 dni się nią nacieszyłam i leży w kącie, to nie dla mnie..

No, w każdym bądź razie, 2 śniadania ostatnich dni:

owsianko-otrębianka gotowana z cynamonem na wodzie (pod spodem), na niej serek homo Bakomy 0% wymieszany z porządną garścią malin i łyżeczką syropu z agawy, nektarynka, garść jagód, podwójne americano sojowo-krowie 0,5% ;P


a to jest chyba moja ulubiona opcja ostatniego czasu, dzisiaj też to jadłam :D

orkiszanko-otrębianka (2 łyżki płatków orkiszowych z żurawiną + 2 łyżki otrębów pszennych) xD na wodzie z dużą ilością cynamonu, kardamonu, kurkumą i sporą ilością pieprzu cayenne (mniam!), na wierzchu serek homo 0% Bakomy wymieszany z 2 małymi startymi jabłkami (200g) i łyżeczką syropu z agawy, duża garść borówek amerykańskich, podwójne americano sojowo-krowie 0,5 %

Nie umiem nic innego jeść na śniadanie, przykro mi..
Nawet przymierzałam się do naleśnikowej soboty, ale no, nie dałam rady :P

No i kolacje też Wam pokażę ;D

Parowana fasolka szparagowa i brzydko wyglądająca zupa-krem z kalarepki, którą dostałam za darmo od pani w warzywniaku, bo nie nadawała się do jedzenia na surowo już, ale na taką zupę była w sam raz ;D

Składniki:
- 3 spore kalarepy
- 3-4 marchewki
- 3-4 pomidory
- kilka ząbków czosnku
- sos sojowy, pieprz cayenne, świeże zioła: tymianek, oregano, lubczyk, trochę curry, łyżeczka musztardy

Wszystko trzeba pokroić na mniejsze kawałki (nieważne jakiej wielkości, i tak zupa będzie miksowana:P), gotować aż kalarepa i marchew trochę zmiękną (mi się nie chciało za długo czekać więc były dość chrupiące ale i tak się zmiksowały;P). No i wszystko potraktować blenderem  i już.
Idealnie do tego pasuje jogurt naturalny (albo sojowy, migdałowy, whatever ;P), ale nie wlewałam go do garnka z zupą żeby się nie zważył, tylko sobie dodawałam bezpośrednio do miseczki. Pycha!



A tutaj wrapy z sałaty :D A w środku przepyszny chudy twaróg (100 g) jakiejś małej rodzinnej firmy której nazwy nie pamiętam, wymieszany z pomidorem i dużą ilością pieprzu. A obok herbata żurawinowa z granatem :)



No, miłego ! ;*

22 lipca 2012

śniadanie 22/07/12


chrupiąca :D i trochę nadjedzona owsianeczko-otrębianka z dużą ilością cynamonu i kurkumą, na niej serek Bakoma 0% z łyżeczką syropu z agawy i niepełną łyżeczką masła orzechowego McCennedy (<3), na wierzchu małe jabłko pokrojone w plasterko-kawałki ;D, jagody i maliny (po garści); standardowo podwójne americano na mleku sojowym i chudym krowim (1:1)

boże, ale smak masła orzechowego świetnie się komponuje z jabłkiem!!!! ;o

zjadłam to śniadanie i po niepełnej godzinie poszłam na rower (pogoda !!!!! :D)
widzę tą zależność po raz kolejny, że muszę czekać dłużej po śniadaniu lub jeździć na czczo w ostateczności, bo było mi trochę za ciężko na żołądku i się w rezultacie minimalnie bardziej zmęczyłam niż zwykle ;P
czas i prędkość te same, więc w sumie git.

kupiłam skakankę, nie mogę się doczekać kiedy mi ją przyślą !
któraś z was skacze? :D

miłej niedzieli ;*

18 lipca 2012

pieczone kulki tofuowe z kalafiorowym curry

Wczoraj zrobiłam przepyszne, megaszybkie curry z kalafiora !
Z pomidorami, papryką, czerwoną cebulą, limonką, świeżą papryczką chilli, świeżym rozmarynem i mnóstwem curry, kurkumy i sosu sojowego.
Wyszło przepyszne i rozgrzewające, w sam raz na tą obleśną pogodę :P

Jednak to nie przepisem na curry z kalafiora chcę się podzielić.

Ćwiczyłam dziś po raz pierwszy do prawie godzinnego treningu z Mel B.. nie spodziewałam się, że jest taką super babką i że tak fajnie motywuje ! Kocham ją i nienawidzę jednocześnie (bo daje niezły wycisk), jest niesamowita !
No i zmęczyłam się i wiedziałam że muszę szybko przygotować obiad, bo zrobię się niedługo bardzo głodna.

Wypiłam wodę, wciągnęłam jabłko, poszłam pod prysznic i wymyśliłam :D

pieczone kulki tofuowe
12 kulek (ok. 60 kcal jedna)

- 2 kostki tofu naturalnego Polsoi
- 1 kostka tofu wędzonego Polsoi
- 1 kopiasta łyżka miso (bo mi się sos sojowy skończył, a soli nie używam)
- 1 jajko (weganie spokojnie mogą zastąpić 'jajem lnianym' :P)
- łyżeczka musztardy
- spora garść siekanego szczypioru (uwielbiam go :D)
- ok. 1,5 łyżki mąki gryczanej (sama mieliłam kaszę, ale można użyć dowolnej mąki lub ją  pominąć, pewnie też wyjdzie)

Wszystko ciapiemy na jednolitą masę w trakcie gdy nagrzewamy piekarnik do 200 stopni C z termoobiegiem.
Wykładamy blachę papierem do pieczenia, formujemy kulki, po łyżce stołowej masy na każdą.
Pieką się w ciągu 10 minut - są ślicznie rumiane, chrupiące z zewnątrz, a mięciutkie w środku. Tofu pod wpływem temperatury nabiera bardzo fajnej, zwięzłej a zarazem miękkiej konsystencji.
Smaki miso i szczypiorku są mocno wyczuwalne.

a tam w filiżance są ogórki z jogurtem naturalnym i koperkiem, ale zjadłam może 2 kawałki i nie dałam rady więcej :P


Myślę, że na słodko też je można zrobić (oczywiście bez wędzonego tofu:P) , takie ciasteczko-serniczki. Będę próbować pewnie niedługo :D

W ogóle cieszę się, że się Wam moje śniadania podobają :*

śniadanie 18/07/12

wiem, że to w sumie monotonne, zbliżone wariacje na ten sam temat, ale...

:D
to jest takie pyszne i jestem od tego tak uzależniona, że mogę, chcę i będę tu wrzucać :P


owsianko-otrębianka na wodzie z cynamonem i mnóstwem kardamonu, serek Bakoma 0% z rozgniecionymi malinami i syropem z agawy, a na wierzchu brzoskwinia i 3 mini-morele pokrojone na kawałki, 4 malinojeżyny, kilka zmarniałych borówek amerykańskich z ogrodu i z 2 ocalałe poziomki :P.
do tego oczywiście, standardowo, podwójne americano na mleku sojowym.


od jakiegoś czasu zaczynam dzień wodą z cytryną (pół cytryny + dopełniam szklankę wodą mineralną). 
dużo czytałam na temat wielu prozdrowotnych właściwości picia takiego czegoś przed śniadaniem.
chyba jeszcze za wcześnie, żebym mogła powiedzieć o jakiejś odczuwalnej różnicy..
ktoś z Was też tak robi?

macie w ogóle jakieś specyficzne poranne nawyki? :)

miłego dnia :*

17 lipca 2012

śniadanie 17/07/12


owsianeczko-otrębianka z serkiem Bakoma 0% wymieszanym z cynamonem, kardamonem, syropem z agawy, startym jabłkiem i rozgniecionymi jagodami, na wierzchu owoce z ogródka (borówki amerykańskie, maliny, poziomki, jeżynomaliny), podwójne americano z mlekiem sojowym

mogę jeść takie coś codziennie <3 :D



ostatnio mi się wkręciły szwedzkie blogi kulinarne ;D
ale ciężko je wynaleźć w sieci hm..
znacie jakieś/polecacie?

11 lipca 2012

włosko-turecko-francusko-polska fuzja

Wczoraj był zjazd rodzinny, babskie grono, ciotki, babki, matki, wnuczki etc etc ;D
Nie mogłam nie wykorzystać takiej okazji, żeby przygotować coś pysznego!!
Zestawienie potraw całkiem fusion aleale pasowało wszystko świetnie.
Roboty trochę jest, ale warto (szczególnie jeżeli jesteście tak chorzy psychicznie na puncie gotowania jak ja i po prostu kilkugodzinne stanie przy garach was relaksuje) :P


ratatouille
- 2 średniej wielkości bakłażany
- 3/4 dużej cukinii
- 2 zielone papryki
- 2 cebule
- 4-5 pomidorów
- pół ostrej papryki (żółtej, średnio ostrej)
- świeże zioła: tymianek, oregano
- sosik: ocet balsamiczny+sos sojowy+musztarda

Wszystkie warzywa kroimy w takie kształty jakie lubimy najbardziej (ja wybrałam plastry, gruba kostka też jest super :D).
Warto zacząć od bakłażana, natrzeć go solą, odstawić na parę minut (na czas krojenia innych warzyw), a następnie wypłukać w wodzie i dokładnie odsączyć. Wyciąga to ewentualną goryczkę, lub dziwny posmak z bakłażana.
Wszystkie składniki układamy w naczyniu żaroodpornym (wysmarowanym kapką oliwy z oliwek) tak jak lubimy (ja zrobiłam to warstwowo, ale można po prostu wszystko wymieszać, jak chcecie:P) i zalewamy sosikiem.
Pieczemy w temperaturze 180 stopni, przez 45 minut (po 20 minutach dokładamy do piekarnika focaccię, na którą przepis jest niżej).

Gdy wszystko się piekło, przygotowałam pyszną surówkę, która była fajnym chrupkim tłem dla ratatuja (no i wykorzystałam 1/4 cukinii której nie zużyłam, bo już mi się nie zmieściła w naczyniu żaroodpornym ;P)

surówka: marchew-cukinia-ogórek
- 2 małe marchwie
- 1/4 powyższej cukinii
- kilka ogórków
- sos: 4 łyżki jogurtu naturalnego + 2 ząbki czosnku + sok z cytryny + pieprz czarny

Przygotowywanie tej surówki to fajna zabawa, bo warzywa kroimy na długie paski za pomocą obieraczki do warzyw :D
Gdy już wszystko zamienimy w długie paski, wrzucamy składniki sosu i mieszamy. Proste :P



pełnoziarnista focaccia
- 2 szklanki mąki (szklanka mąki pełnoziarnistej Lubella 3 zboża + szklanka mąki pszennej razowej)
- 3/4 szklanki płynu ( ja dałam 1/4 szklanki wrzątku + pół szklanki maślanki)
- 15 g świeżych drożdży
- na wierzch: sól morska, czarne oliwki, rozmaryn, ok. 1 łyżka oliwy z oliwek extra vergine

Drożdże rozpuściłam w ciepłym płynie. W czasie w którym odmierzałam mąki, drożdże już ruszyły (zaczęły bąbelkować). Powstały zaczyn wlałam więc do mąki, mieszałam drewnianą łyżką do połączenia składników, następnie przerzuciłam się na napęd ręczny xD i wyrabiałam przez jakieś 5 minut ciasto. Nie będzie ono odchodziło od ręki, jak ciasto z białej mąki, ale będzie czuć że jest bardziej zwięzłe i sprężyste (to znak, że gluten się uaktywnił). Gdybym robiła z białej mąki, wówczas wyrabiałabym aż odchodziłoby od ręki bez problemu, w przypadku mąki razowej, wolę zostawić ciasto bardziej wilgotne - otręby w nim zawarte zasysają wilgoć ;)
Ostawiłam do wyrastania na godzinę.
Następnie przełożyłam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, rozpłaszczyłam i nakłułam dłońmi, posmarowałam oliwą, wysypałam wszystkie składniki, pozwoliłam wyrastać kolejną godzinę.
Piekłam w 180 stopniach przez 25 minut (razem z ratatouillem ;p)


Do picia zrobiłam Ayran, pyszny turecki napój jogurtowy z solą i miętą :D



Ayran z miętą
- kubek jogurtu 0 % tłuszczu (400 g)
- 400-500 ml wody mineralnej niegazowanej
- szczypta soli
- 3-4 gałązki świeżej mięty pieprzowej
- lód do podania

Wszystko blendu-blendu, podajemy z kostkami lodu. Pyszne, orzeźwiające, zdrowe, można kombinować z dodatkami, mniam :D

No i na koniec, deser ;D Czymże by była babska nasiadówa bez deseru?!!
Można od niego w ogóle zacząć przygotowywanie całej uczty, bo musi się schłodzić w lodówce.

pyszny kremik z owocami
*kremik*
- 500 g chudego twarogu dobrej jakości :P
- ok. 0,5 szklanki maślanki (ale to zależy od wilgotności twarogu)
- skórka z 1 cytryny
- 2 łyżki cukru trzcinowego + 1 łyżka syropu z agawy + 1 łyżka surowego miodu rzepakowego
- szczypta soli (!)

Wszystkie składniki trzeba zmiksować w blenderze na gładziutką masę. Maślanki trzeba dodać tyle, żeby blender spokojnie to mielił, ale konsystencja nie może wyjść zbyt lejąca.
Następnie wszystko wylałam do głębokiego naczynia.
Pozwoliłam schłodzić się parę godzin w lodówce (dzięki temu fajnie gęstnieje) i przed podaniem wsypałam na wierzch owoce.

*owoce*
- szklanka jagód
- szklanka malin
- dodatkowo 3 łyżki wiórków kokosowych

Wszystko układamy na wierzchu bezpośrednio przed podaniem.
Obiecuję, że osoby które będą to jadły, będą wyrywać sobie łyżki z rąk i bić się o ostatniego kęsa :D:D



No, długi post, jeżeli ktoś dotarł do końca, to super !
Całus ;*


9 lipca 2012

tofu duszone w pomidorach / fasolka szparagowa / surówka jogurtowa z marchewki

Dzisiaj zupełnie nie miałam weny. Jestem niskociśnieniowcem, więc te naprzemienne ulewy i upały mnie zabijają.
No ale w sumie przez przypadek powstało bardzo dobre jedzenie ! :D
Jeżeli ktoś wam powie, że nie lubi tofu, to proszę, błagam, zróbcie mu to danie :D
Jest bardzo proste (zarówno w wykonaniu jak i w składzie) i chyba na tym polega jego urok.
Każdy smak wyczuwalny jest osobno, jest głęboki, satysfakcjonuje wszystkie kubki smakowe.

tofu duszone w pomidorach 
(porcja dla 4 osób)
- 1 kostka (180 g) tofu naturalnego (Polsoi)
- 1 kostka (160 g) tofu wędzonego (Polsoja również :P)
- 2 młode cebulki
- 4 pomidory malinowe (bardzo dojrzałe)
- sos sojowy, chlust octu balsamicznego, szczypta rozmarynu suszonego, chilli w proszku
- pół łyżeczki oliwy z oliwek

Tofu pokroiłam w cieniutkie plasterki.
Na patelnię ceramiczną wylałam oliwę z oliwek, zarumieniłam tofu.
Odłożyłam do osobnej miseczki.
Na tą samą patelnię wrzuciłam resztę składników, dusiłam aż znacznie odparowało. Dodałam tofu, dusiłam jeszcze 2-3 minutki. Tyle roboty ;D

Jadłam to z parowaną fasolką szparagową, oraz z przepyszną surówką.
Zawsze bardzo lubiłam połączenie fasolki z natką pietruszki i czosnkiem, wykorzystałam więc to połączenie w troszkę inny sposób :P

surówka z marchewki w sosie pietruszkowo-czosnkowym

- kilka młodych marchewek
- 2 ząbki młodego czosnku
- 4 łyżki jogurtu naturalnego (albo żeby było wegańsko - sojowego albo po prostu oleju lnianego kapkę :P)
- pół pęczka natki pietruszki

Wszystko rozdrabniamy jak lubimy i mieszamy ;P
Polecam!



Parę dni temu zaczęłam 30 day shred poziom 2.. jeeej chodzę jak połamana przez to, ale efekty są spore :D Ktoś z Was też to ćwiczy/ćwiczył?

6 lipca 2012

śniadanie 06/07/12


napoczęta już owsiano-otrębianka (2 łyżki płatków owsianych z żurawiną + 2 łyżki otrębów pszennych + dużo cynamonu + szczypta stewii + 0,5 łyżeczki masła orzechowego <3 ) z malinami (2 solidne garście), jabłkiem (1/3 średniego), jagodami (mała garść), kilkoma poziomkami, porzeczkami i borówkami z ogrodu, a to białe coś to jest serek Bakomy 0% tłuszczu (135 g) wymieszany z łyżeczką syropu z agawy :P w tle americano z mlekiem sojowym

3 lipca 2012

pieczone kotleciki kalafiorowo-soczewicowe 62 kcal/sztukę (V, GF)

Cześć!
No dzisiaj już bardziej absorbujący obiad, choć to nie znaczy, że bardzo czasochłonny :D
Inspiracją był ten przepis, dzięki któremu przypomniałam sobie, że przecież upieczony kalafior smakuje zupełnie inaczej, jego aromat całkowicie się zmienia.

Polecam, bardzo zdrowe kotleciki, no i niskokaloryczne, zdecydowanie. Bogate w pełnowartościowe roślinne białko (soczewica), wysokobłonnikowe.
Bez wstępnego obgotowywania produktów, bez babraniny z jajkami, panierkami, smażeniem, odciekaniem tłuszczu.
No i smak.. zdecydowanie zaskakujący. Ani kalafiorowy, ani soczewicowy.
Warto spróbować, polecam!

pieczone kotleciki kalafiorowo-soczewicowe (wegańskie, bezglutenowe, bez tłuszczu)
(wyszło mi 11,5 kotlecika, ok.62 kcal/sztukę)

- 1 nie za duży kalafior (ok. 880 g)
- minikawałek cukinii (jakieś 70 g - została mi smutna resztka, musiałam ją wykorzystać:P)
- 1 mała cebula

- 3 łyżki mielonego lnu (ja mielę sama i przechowuję w lodówce) + ok. 12 łyżek wrzątku
- 9 łyżek czerwonej soczewicy (zmieliłam ją w blenderze)
- sos sojowy, chilli, curry, słodka papryka, suszone zioła: tymianek i rozmaryn, łyżeczka musztardy

1. Zmieliłam w blenderze len. W miseczce połączyłam go z wrzątkiem i wszystkimi przyprawami, dokładnie wymieszałam, odstawiłam.
2. Następnie w blenderze zmieliłam suchą soczewicę na mąkę. Przesypałam do osobnej miski, odstawiłam.
3. Warzywa rozdrobniłam w robocie kuchennym na malutkie kawałki (wielkości ryżu - nie można ich całkowicie rozciapać i zrobić surowej papy, bo kotleciki średnio wyjdą :P).
Przesypałam je do miski, połączyłam z mąką soczewicową i mieszanką lnianą. Dokładnie wymieszałam.
4. Blachę wyłożyłam papierem do pieczenia, rękami uformowałam kotleciki. Włożyłam do nagrzanego do 180 stopni (z termoobiegiem) piekarnika. Piekłam ok 35 minut do zarumienienia.

Podawałam je z sosem tzatziki z miso (ogórki, jogurt /ja dałam zwykły naturalny, ale można spokojnie użyć sojowego i wtedy będzie wegańsko/, sok i skórka z cytryny, czosnek, odrobina rozrobionego w wodzie miso), oraz z pomidorami ze świeżym oregano, bazylią, czarnymi oliwkami z pestką, kapką oliwy i octu balsamicznego.



Ciężko uwierzyć, że porcja, którą mam na talerzu ma mniej niż 250 kcal, szczególnie biorąc pod uwagę to, jak bardzo się nią najadłam :D

Dzisiaj znowu godzinę zumby cisnęłam, zaczynam też 30 day shred: level 2, bo pierwszy już mi nie wystarcza.. ale no efekty widzę duże :D A rower niestety sobie odpuściłam dziś, pogoda była dziwna, a teraz jest burza. Może jutro, hyh..

20 czerwca 2012

jaglana tabbouleh i różowy chłodnik

Sycący, bardzo zdrowy, niezapychający obiad.
Nie wiem, czego można chcieć więcej (jeżeli o jedzenie chodzi :P) w takie upały :D

Różowy chłodnik
(składniki na 5 porcji)

- 4 ugotowane al dente średniej wielkości buraki (ja lubię jak są twardawe i raczej tylko tak je jadam:)
- ok. 6-7 chochli rosołku warzywnego razem z warzywami (robiłam parę dni temu sama, na lubczyku z ogrodu, z marchewką, pietruchą, selerem, porem itp)
- ok. 500 ml maślanki (ja najbardziej lubię z maślanką, możecie użyć kefiru albo jogurtu naturalnego, a w wersji wegańskiej gorąco polecam taki kefir sojowy Rozmarynki)
- 3 ząbki młodego czosnku
- sos sojowy, ocet balsamiczny, chilli
- do podania: 1 jajko ugotowane na półtwardo (na porcję) (a w wersji wegańskiej oczywiście jakieś prażone pestki, orzechy, warzywa, tempeh, tofu, etc etc)

Wszystko blendu-blendu (bez maślanki) bardzo dokładnie. Potem wlałam maślankę, blendowałam jeszcze chwilkę. To wszystko :D
Potem wystarczyło schłodzić do pożądanej temperatury i wcinać!

Jaglana tabbouleh
(składniki na 5-6 porcji)
- 0,5 szklanki kaszy jaglanej (przed ugotowaniem. po ugotowaniu NA SYPKO wychodzi koło szklanka)
- baaardzo solidny pęczek natki pietruszki (mój był tak wielki że w sumie można by powiedzieć, że to były 2 pęczki)
- mały pęczek mięty
- pęczek szczypiorku (ja miałam ten taki gruby)
- 5-6 ogórków
- 2 średnie pomidory
- sok z 1 cytryny (całej!!)
- łyżka-1,5 oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
- sos sojowy, ocet balsamiczny, łyżeczka musztardy, pieprz

1. Kaszę jaglaną gotujemy na sypko.
Jak?
Prażymy ją w suchym rondelku, aż lekko się zezłoci i zacznie pachnieć przyjemnie orzechowo. Zalewamy ją 2 razy większą ilością wody. NIE MIESZAMY! Zagotowujemy (trwa to 10 sekund jakieś :P), zmniejszamy ogień prawie do minimum, przykrywamy przykrywką, zostawiamy w spokoju na jakieś 15 minut - tyle mniej więcej jej zajmuje zaabsorbowanie całej wody. Zdejmujemy z ognia, zostawiamy w spokoju na kolejne 5-10 min. Widelcem rozdzielamy ziarna od siebie (tak jak grabkami po piasku :P) i już :D
2. Siekamy wszystkie składniki w ulubione kształty i wielkości ;)
3. Wszystko wrzucamy do miski, zalewamy sokiem z cytryny, dodajemy przyprawy, mieszamy.
4. Najlepiej jest pozwolić tej sałatce odpocząć w lodówce - smaki się wtedy świetnie łączą i dopełniają.



Pychaaaa <3

21 maja 2012

omlet ze świeżymi ziołami i serem kozim

Cześć! :D
Ta cudowna pogoda na pewno nie sprzyja sterczeniu w kuchni.
Zresztą, apetyt się zmniejszył, a presja idealnego dopasowania letnich ubrań zwiększyła.. Yhh.

Smak takiego omletu jest idealny, bo jajka są od koleżanki mojej mamy, która ma swoje kury, zioła pochodzą z ogrodu, a ser kozi.. no jest kupny, ale jaki by nie był to i tak będzie pyszny, bo to w końcu ser kozi <3<3

Składniki:
- 2 jajka
- ok. 2 łyżki wody (można dodać jogurtu naturalnego, albo mleka zamiast wody ;)
- 1 łyżka otrębów orkiszowych drobno mielonych
- sól, pieprz, spoooro chilli
- świeże zioła (estragon, szałwia, lubczyk, tymianek)

- 2 kopiaste łyżki sera koziego + 2 łyżeczki chudego twarogu + 2 łyżeczki jogurtu naturalnego + świeże zioła part two (mięta, oregano) + odrobina czosnku + skórka z połowy cytryny


Jajka wymieszałam energicznie z wodą, otrębami, przyprawami i świeżymi, posiekanymi ziołami. Masę wylałam na suchą, teflonową, mocno rozgrzaną patelnię i zmniejszyłam ogień. Smażyłam z minutkę-1,5 pod przykryciem. Następnie gdy omlet już wyglądał na ścięty, przewróciłam go na drugą stronę, ułożyłam na nim masę serową, dopiekłam pod przykryciem (jakieś 3 minutki).
Podałam udekorowany kwiatami tymianku :P
A do tego surówka z sałaty od sąsiadki, pomidora, koperku, oleju lnianego i soku z cytryny. Mniam!



Smacznego! :)


8 kwietnia 2012

panettone

Juz od dłuższego czasu czailam się na to ciasto.
Lubię wypieki, które wymagają długiego procesu tworzenia. Czysty relaks. Traktuję to jako terapię zwalczającą moja niecierpliwość.

Panettone to tradycyjne włoskie ciasto świąteczne. Co prawda piecze się je na Święta BN, ale mi to absolutnie nie przeszkadza :D

Przez to że wyrasta trzykrotnie ma wyjątkową strukturę i konsystencję.
Ja oczywiście, jak to ja, trochę pozmieniałam w przepisie (który zaczerpnęłam od bombowej Laury Vitales), zmieniając mąkę, częściowo tłuszcz no i słodzidło.

Spróbujcie tego ciasta chociaż raz, proszę! :D

arbuzowe panettone 

składniki:
- 3 szklanki mąki razowej orkiszowej bardzo drobno mielonej
- 3 jajka "0" - z chowu ekologicznego
- 1/4 szklanki wody + 1/4 szklanki mleka
- 15 g drożdży świeżych
- 3 łyżki masła + 2 łyżki oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
- 3 łyżki miodu wielokwiatowego + 1 łyżka syropu z agawy
- skórka z cytryny i pomarańczy
- duża szczypta soli
- 1 szklanka suszonych owoców (ja użyłam rodzynek, posiekanych fig i moreli które zalałam szotem Limoncello)

1. Podgrzewamy wodę i mleko do temperatury trochę wyższej niż temperatura ciała (czyli wkładamy do tego płynu palec i jak czujemy przyjemne ciepło, a nie odrzucające parzenie, to znaczy, że to już :P).
Dodajemy drożdże, 4 łyżki mąki i 1 łyżkę miodu. Mieszamy dokładnie (konsystencja będzie taka lekko budyniowa), odstawiamy na 30 minut, żeby drożdże porządnie ruszyły.

2. W misce mieszamy jajka + pozostałe słodzidła + skórki cytrusów (świeżo starte oczywiście, a nie kandyzowane!) + drożdżowy zaczyn (który teraz wygląda trochę jak lekko płynny twarożek). Mieszamy dokładnie. Następnie dodajemy mąkę i sól i mieszamy drewnianą łyżką około 5 minut, tak żeby do ciasta wtłoczyć powietrze i żeby zaczęło się ono wiązać (i tak jest cały czas dość płynne, chodzi o to żeby z takiego bardzo lejącego zrobiło się po prostu klejące). Następnie do ciasta wtłaczamy suszone owoce. Przykrywamy je ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 3-4 godziny, tak żeby jego ilość się potroiła.

3. Z ciasta należy zbić powietrze. Laura Vitales mówiła o przekładaniu ciasta na omączoną deskę i o zagniataniu, natomiast ja stwierdziłam że to niepotrzebna babranina :P i po prostu dosypałam jeszcze trochę mąki do miski z ciastem i lekko je zagniotłam dłonią, tak, żeby stało się mniej klejące i żeby trochę wygodniej było je przełożyć do foremek. Ciasto to i tak musi być wilgotne i klejące, żeby końcowy wypiek taki pozostał :) No i tak przygotowane ciasto przełożyłam do foremek i odstawiłam na kolejne 3 godziny, żeby znowu potroiło swoją objętość.

4. Przed włożeniem do piekarnika ciasto smarujemy mlekiem (można rozmąconym z wodą jajkiem) i pieczemy w 180 stopniach przez 45 minut.

~po upieczeniu ciasto ma chrupiącą skórkę i jest ultrawilgotne w środku, nigdy nie jadłam takiej drożdżówy!
~ja robiłam wypiek z 1,5 porcji, więc ciasta mi wystarczyło na tortownicę 21 cm, średnią formę do babki i 5 muffinkowych.
~aby ciasto nie wyschło, przechowuję je owinięte lekko zwilżoną ściereczką. To naprawdę działa, zmienia się jego struktura ale pozostaje bardzo, bardzo wilgotne.



przekrój muffinki Panettonowej :P


Polecaaam!
Wesołych Świąt tak w ogóle :D

31 grudnia 2011

kruche ciasto z makową warstwą.

... czyli, przedłużamy Świąteczne smaki.
Ciasto to jest bardzo proste w wykonaniu i pyszne.
Coś jakby kutia w bardziej zestalonej formie.
Spód zrobiłam wytrawny, dzięki temu smak maku jest jeszcze bardziej wyrazisty.
Smakuje pysznie, bo jest nieprzesłodzone. Do tego idealnie pasuje kieliszek Porto (albo i więcej..).
Gorąco polecam.

No i.. szczęśliwego Nowego Roku :) Oby był bardziej udany niż 2011! <3

Kruche ciasto z makową warstwą.

Spód:
- 2 i 3/4 szklanki mąki (wymieszałam 3 różne razowe mąki: orkiszową, pszenną i żytnią)
- 1/5 szklanki oliwy z oliwek + 50 g masła pokrojonego na drobne kawałeczki
- szczypta soli
- 1 jajko
- łyżka jogurtu naturalnego

Mąkę wymieszałam z masłem, rozcierając je między palcami, tak aby pokruszyło się na bardzo drobne kawałeczki. Dodałam resztę składników, szybko zagniotłam, zawinęłam w folię i włożyłam do lodówki (musi być w niej minimum godzinę, ewentualnie możesz je włożyć do zamrażalnika - wtedy wystarczy ok. pół godziny:)

Masa makowa:
- 400 g maku (namoczonego dzień wcześniej, zmiksowanego dokładnie, ugotowanego i zmiksowanego, po raz kolejny, z małą ilością wody po gotowaniu)
- 5 łyżek miodu (ja zmieszałam różne rodzaje: gryczany, mniszkowy i rzepakowy)
- 5-6 łyżek jogurtu naturalnego
- bakalie, po garści (lub dwóch, na oko;) : daktyli, fig, śliwek, migdałów, żurawiny, rodzynek
- trochę cynamonu, kardamonu i rumu, skórka z pomarańczy i z cytryny

Zblendowany mak, jeszcze gorący, wrzuciłam do miski.
Do blendera dodałam resztę składników (oprócz żurawiny). Zmiksowałam dokładnie (włączyłam w moim mikserze funkcję podgrzewania, żeby łatwiej suszone owoce się zblendowały). Powstałą masę przełożyłam do wyżej wymienionej miski.
Dosypałam żurawinę, wymieszałam.
Zostawiłam na parę godzin do ostygnięcia i przegryzienia się smaków.

-> Kruchym ciastem wykleiłam prostokątną formę, wylałam na nie masę makową. Piekłam 45 minut w temperaturze 180 stopni z termoobiegiem.

-> Poczekajcie, aż wystygnie. Na ciepło nie smakuje tak pysznie (sprawdzałam, ale nie..tym razem nie poparzyłam sobie języka :D)!!!



Pozdrawiam, mordeczki! Udanej zabawy!!!

23 grudnia 2011

.trufle korzenne. / świąteczne życzenia

Witajcie!
Ostatni już przepis na świąteczne słodkości, trochę się tego nazbierało, wyszło mi łącznie ponad 400 sztuk pierniczków, ciasteczek, trufli... Ale opłacało się, a ja się genialnie przy tym bawiłam.

*Korzenne trufle*

1. Upiekłam wegański biszkopt piernikowy, który po wystygnięciu pokruszyłam na jak najmniejsze drobinki.
   
    Składniki: (wystarczy wszystko razem wymieszać:)
-> 2 szklanki mąki razowej orkiszowej
-> 2 łyżki brązowego cukru aromatyzowanego wanilią + 2 łyżki miodu
-> 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
-> 1/3 szklanki oleju
-> 1 szklanka wody
-> szczypta soli
-> łyżka cynamonu, łyżka kardamonu, łyżeczka gałki muszkatołowej, łyżeczka podlaskiej przyprawy do piernika

 Piekłam 45 minut w temp. 180 stopni (z termoobiegiem).

2. Przygotowałam masę, która pozwoliła związać drobinki ciasta w truflę.

-> 3 łyżki twarożku (ja robię sama, blendując twaróg z jogurtem naturalnym i olejem lnianym, ale możecie dać  jakiś serek kremowy np. mascarpone , albo jogurt sojowy lub silken tofu w wersji wegańskiej :)
-> 3 łyżki powideł śliwkowych
-> spooooory chlust domowej wiśniówki :P

* Masę wymieszałam z drobinkami ciasta i ugniatałam tak długo, aż wszystko się razem połączyło - powstała kremowa masa bez grudek.

3. Formowałam kulki, które ułożyłam na tacy wyłożonej folią aluminiową i chłodziłam parę godzin w lodówce.

4.  Roztopiłam gorzką czekoladę w kąpieli wodnej. Każdą kulkę maczałam w czekoladzie (robiłam to za pomocą łyżeczki i wykałaczki, ale możecie wypracować swoją własną, fantastyczną metodę:P), odkładałam na tacę i obsypywałam bakaliami.

Przygotowałam sobie suszoną żurawinę, morelę, śliwkę, orzechy włoskie, płatki migdałów i sezam.

Trufle należy przechowywać w lodówce:) 

Kulki te są świetne: z zewnątrz twarda, zimna, chrupiąca gorzka czekolada i bakalie, a w środku mięciutka, bardzo aromatyczna, lekko alkoholowa trufla. Polecam!!





***

No i z racji, że to mój ostatni świąteczny przepis, chcę Wam życzyć radosnych, pełnych spokoju i miłości Świąt:)


22 grudnia 2011

^^rogaliki migdałowo-cytrynowe z karmelem i kardamonem^^ / dalszy ciąg świątecznych wypieków.

Absolutna bomba!
Niedawno wyjęłam je z piekarnika, zjadłam 3. Są obłędne i nie wiem czy wytrwają do soboty:D
Ale do rzeczy.

Rogaliki migdałowo-cytrynowe z karmelem i kardamonem

1. Rozpuściłam w kąpieli wodnej: ok. 100 g masła, skórkę z 1 cytryny, sok z połówki cytryny, 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej, szczyptę soli, trochę kardamonu, oraz gałki muszkatołowej, łyżkę miodu

2. Gdy powyższa masa przestygła, wmieszałam: 1 jajko, 1 szklankę skarmelizowanych płatków migdałowych zmielonych na pył (zrobiłam karmel z kilku łyżek cukru i wsypałam do niego ok. szklankę płatków migdałowych, duuużą szczyptę kardamonu i zostawiłam do zastygnięcia).

3. Gotową masę owinęłam w folię, wsadziłam na pół godziny do zamrażarki. Cięłam na małe kawałki, rolowałam wałeczki, formowałam rogaliki. Z wierzchu posypałam brązowym cukrem i płatkami migdałowymi. Piekłam w 180 stopniach z termoobiegiem przez 15 minut (ale ten czas zależy od grubości Waszych rogalików).





Oprócz tego, zrobiłam również herbatniki z rodzynkami i skórką pomarańczową (to połączenie jest czadowe!!).

Herbatniki z rodzynkami i skórką pomarańczową

1. Podgrzewamy w rondelku i zostawiamy do lekkiego ostudzenia:
-> 1/3 szklanki tłuszczu (zmieszałam masło z oliwą z oliwek)
-> skórkę z 1 pomarańczy
-> 3 łyżki rodzynek
-> 1,5 łyżki octu jabłkowego (uwierzcie mi, jest niezbędny.. no ale w razie czego, możecie go zastąpić sokiem z cytryny, ew. pomarańczy)
-> szczyptę soli, cynamonu, kardamonu
-> 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej

2. Gdy powyższa masa lekko przestygnie, dodajemy:
-> 1 szklankę płatków owsianych górskich
-> 1,5 szklanki mąki (zmieszałam żytnią razową i orkiszową razową:)

3. Wsadzamy na jakiś czas do lodówki/zamrażarki. Następnie formujemy kulki, lekko je spłaszczamy. Pieczemy w 180 stopniach kilkanaście minut (w zależności od grubości kulek).



I ostatni przepis na Ciasteczka z masła orzechowego (bez mąki), niestety nie mój.... słowo w słowo taki jak na blogu foodmess. Polecam, naprawdę. Ciasteczka te smakują jak.. skoncentrowane masło orzechowe, bomba!



Pozdrawiam:*

21 grudnia 2011

arbuzowe pierniczki świąteczne. !!!

Cześć:)
Wczoraj piekłam pierniczki..wyszło mi ich koło 330.
Jakieś 3 godziny pracy plus dzisiaj godzina dekorowania. Oczywiście warto było, muszę przyznać że są to najlepsze pierniczki mojego życia <serio>

Przepis hmm.. Wszystko było robione mocno na oko, trochę dosypywane a trochę zabierane.

Robienie ciacha na moje pierniczki przebiegało w sumie w III etapach:

I. Podgrzałam w rondelku 200 g masła, 2 szklanki słodkości (mieszanka miodów: wielokwiatowego, mniszkowego i rzepakowego z ciemną melasą buraczaną), przyprawy (no i tu się zaczyna temat mniej-więcej.. jakieś 2 łyżki Podlaskiej Przyprawy do piernika, 2-3 łyżki cynamonu, 2 łyżeczki gałki muszkatołowej, 1,5 łyżeczki kardamonu, 5-6 utartych w moździerzu na pył goździków).
Następnie, gdy zawartość rondelka się zagotowała a aromaty się połączyły, odstawiłam rondel aby trochę przestygł (żeby masa była ciepła, a nie wrząca).

II. Połączyłam masę miodowo-maślaną z 3 szklankami mąki (1 szklanka razowej orkiszowej, 1 szklanka razowej pszennej i 1 szklanka razowej żytniej), 1 jajkiem, 1 łyżeczką sody i szczyptą soli.
Odstawiłam na około godzinę.

III. Ciasto, mimo wyleżakowania, było dość luźne, więc wgniotłam w nie dodatkową ilość mąki. Następnie urywałam po kawałku, rozwałkowywałam, podsypywałam znowu mąką, bo było ciągle zbyt rzadkie.. no a potem wycinałam różne kształty.
Generalnie myślę że dodałam jeszcze ok. 2 szklanki mąki żytniej razowej.

Piekłam każdą partię dokładnie 9 minut w 180 stopniach z termoobiegiem (bo ciasto rozwałkowywałam dość cienko).

Trzeba pilnować, żeby pierniczki się nie przyrumieniły zbyt mocno, bo będą gorzkawe. Bezpośrednio po wyjęciu z piekarnika są bardzo miękkie, ale po lekkim ostygnięciu mocno twardnieją.
Ale wiecie co? Chyba dzięki temu że użyłam tylko mąki razowej, nie są twarde jak kamień. Są po prostu bardzo chrupiące, co mnie niezmiernie cieszy, bo z tego wynika że można je naprawdę upiec na ostatnią chwilę :)))

Pierniczki dekorowałam w różny sposób:
-> sklejałam je lukrem ukręconym z cukru pudru (zrobionego z brązowego cukru) i ubitego białka jaja (piernikowe choinki)
-> dekorowałam lukrem ukręconym z powyższego cukru pudru i wrzątku oraz soku z cytryny, a następnie na lukier kładłam kawałek orzecha włoskiego (smaki luru, orzecha włoskiego i piernika mega dobrze się uzupełniają, jest to dla mnie najgenialniejsze połączenie smakowe tych świąt:D)
-> przyozdabiałam czekoladą (rozpuszczoną w kąpieli wodnej) za pomocą pseudo-rękawa cukierniczego zrobionego ze zrolowanego papieru do pieczenia. Na wierzch kładłam następnie płatki migdałów i suszoną żurawinę.
-> ciasteczka o tym samym kształcie sklejałam za pomocą powideł śliwkowych.
-> powidła śliwkowe nakładałam również na surowe ciasto (dokładnie na środek kwadratu wyciętego z surowego ciasta), które zlepiałam jak pieroga - powstały bardzo smaczne i mięciutkie ciastka z nadzieniem śliwkowym:)
-> skarmelizowałam również trochę brązowego cukru, a następnie dorzuciłam płatki migdałów. Taką mieszankę kładłam na gorąco na upieczone pierniczki.








Opcji jest mnóstwo, mam nadzieję że moje pomysły się komuś przydały.
Niebawem wrzucę więcej świątecznych przepisów,
pozdrawiam Was wszystkich :*

7 listopada 2011

Risotto dyniowe z pieczarkami, rozmarynem, parmezanem i prażonymi płatkami migdałów.

Cześć!
Dzisiaj przygotowałam naprawdę warte powtórzenia danie.. Zainspirował mnie do niego mój nowy nabytek: książka kucharska Sophie Dahl (uwielbiam tą babkę!).
Risotto to jest zdecydowanie zaskakujące w smaku.. bardzo kremowe, lekko słodkawe, pikantne, o delikatnym aromacie grzybów i imbiru.
Bez zbędnych wstępów bardzo, bardzo, BARDZO polecam (bo jest to jedna z pyszniejszych rzeczy którą zrobiłam ostatnio!).
Muak :*

Risotto dyniowe z pieczarkami, rozmarynem, parmezanem i prażonymi płatkami migdałowymi.

Składniki na 3 porcje:

- 200 g brązowego ryżu
- 1 kg dyni (po obraniu)
- 3 duże garście pieczarek
- 1 cebula
- 4 ząbki czosnku
- chlust oliwy z oliwek
- przyprawy: sól, pieprz cytrynowy, chilli, rozmaryn. tymianek, gałka muszkatołowa, imbir suszony, kardamon

- 2 łyżki serka śmietankowego, garść startego parmezanu, łyżeczka musztardy, garść posiekanej natki pietruszki

- uprażone płatki migdałów

Przygotowanie:

Na oliwie z oliwek poddusiłam czosnek i cebulę (posiekane), razem z ziołami.
Wsypałam ryż, dusiłam dalej, aby się zeszklił.
Wlałam wodę (2 razy więcej niż ryżu), wsypałam resztę przypraw i gotowałam pod przykryciem.
Po 15 minutach wrzuciłam pokrojoną w kostkę dynię (mniej więcej 1 cm) oraz pieczarki pokrojone na duże kawałki (też koło 1-2 cm). Gotowałam, często mieszając, aż ryż się ugotował (ale pozostał al dente - zajęło mi to koło 40 minut), dynia się rozpadła a pieczarki porządnie ugotowały.
W międzyczasie przygotowałam w misce serek z musztardą, pietruszką i parmezanem. Gdy risotto było gotowe (lekko lejąca konsystencja), zdjęłam je z gazu i wmieszałam w nie powyższy serek.
Dałam odpocząć zawartości garnka koło 5 minut.
Podprażyłam migdały.

Risotto podałam posypane płatkami migdałów oraz posypane delikatnie parmezanem.




























Smacznego!!!

31 października 2011

Makaron, brokuł i Parmigiano Reggiano. Pyszna prostota..

Dzisiaj przyszła pora na przepis który swoją prostotą zdecydowanie wojuje moje kubki smakowe. Wstęp jest zbędny.

Składniki:
- razowe tagliatelle (3 gniazdka na porcję)
- kawałek brokuła pocięty na małe różyczki
- chlust oliwy z oliwek
- garstka parmezanu (u mnie Parmigiano Reggiano prosto z Włoch;)
- chlust sosu sojowego
- utarty ząbek czosnku
- zioła: czubryca, tymianek, Podlaska Przyprawa dla wegetarian
- chilli, sporo
- trochę wody z gotowania makaronu

Przygotowanie:
Czas gotowania mojego makaronu (al dente) wynosi 10 minut. Gdy wrzucam makaron do wrzątku i mija 5 minut, dorzucam do niego brokuły. Odcedzam po następnych 5 minutach.
W międzyczasie mieszam resztę składników w misce. Po odcedzeniu makaronu i brokułów wrzucam je z powrotem do garnka, mieszam z zawartością miski i odrobiną wody po gotowaniu i jeszcze przez jakąś minutę duszę wszystko razem aż do roztopienia się sera i powstania kremowego sosu.
Czasami posypuję pestkami dyni.
Wcinam od razu!!
Miaaaaaaaaaaam!

10 października 2011

Zupa z dyni, zupełnie wyjątkowa:)

Na targu dziś znalazłam Pana który miał warzywa ze swojej działki.. Widać to było, ponieważ nie należały do najpiękniejszych, ale ich smak zdecydowanie mnie powalił.
Fajnie trafić na takiego staruszka:)

Z racji, że zimno, musiałam zrobić zupę dyniową.
Wyszła tak pyszna i o tak zaskakującym smaku, że muszę się nią z Wami podzielić!

zupa dyniowa

- ok. 3 kg dyni pokrojonej w małą kostkę
- chlust oliwy z oliwek
- przyprawy: suszony imbir, cynamon, chilli, gałka muszkatołowa, czubryca, podlaska przyprawa dla wegetarian, tymianek, oregano, 'jaś i małgosia' (zmielony susz warzywny), sporo sosu sojowego
- 1 mała papryka pokrojona w bardzo drobną kosteczkę
- 1 marchewka, też drobna kostka
- 1,5 łyżki nasion lnu

Najpierw poddusiłam dynię z wszystkimi przyprawami na oliwie z odrobiną wody. Następnie dodałam więcej wody (tyle ile chciałam mieć zupy), oraz marchewkę i paprykę. Gotowałam jakieś 20 min, po czym wrzuciłam len.
Dałam jej odpocząć 5 minut, pougniatałam trochę dynię łyżką, żeby się częściowo rozpadła.
Wlałam do miski i posypałam pestkami dyni (super się komponują i mile przełamują konsystencję).


Właśnie zjadłam michę tej zupy i zaraz lecę po następną, jest niesamowita!! :)
Wszystkie zdjęcia i przepisy są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich kopiowanie (no chyba, że mnie o tym poinformujesz;).